blog.etransport.pl
Wspomnienia z A4 - okiem patrolowca
  
Chrzest bojowy
2016-10-16
Na początek chciałbym, żebyście wiedzieli jedno. Niekiedy nie pamiętam dat, stąd moje wpisy mogą być niechronologiczne, więc proszę o wyrozumiałość.

Swój chrzest bojowy, tj pierwszy wyjazd do wypadku, miał miejsce już na drugi dzień od rozpoczęcia pracy w patrolu. Pracę zaczynaliśmy o 6.00. Tego dnia, Rychu z Jankiem pojechali na pierwszy patrol. Na bazie zostałem ja z Norbertem.
Około godz. 6.20, do stołówki wbiega dyżurny i informuję nas o zdarzeniu pomiędzy węzłami Dąbrówka, a Gogolin (będę używał starych nazw węzłów, bo tych nowych nie znam), na nitce w kierunku na Katowice, jak dobrze pamiętam był to 247km. Szczegółów nie znaliśmy, więc trzeba było się zorientować na miejscu co i jak.
Wyruszyliśmy bardzo szybko. Nasze pojazdy nie były uprzywilejowane niestety, więc jedyne bomby jakie mieliśmy miały barwę pomarańczową. Tego dnia, panowała przeraźliwa mgła. Naprawdę ogromna. Nie skłamię jak powiem, że na mniej niż 100m nie było nic widać. Po około 25 minutach docieramy na miejsce.

Miałem nadzieję, że zdarzenie będzie gdzieś w pasie zieleni etc. Jak się okazało, nadzieja była złudna. Wypadek miał miejsce jak na złość na lewym (szybkim) pasie autostrady. Po zatrzymaniu auta patrolowego na tymże pasie, postanowiłem wysiąść. Próba okazała się daremna z powodu podmuchu powietrza, które zaserwował mi przemykający zestaw z naczepą. Za drugim razem miałem więcej szczęścia. Kilka osobówek pod rząd nie miały takiej mocy, ale i tak miałem lekkie trudności.
Jako, że to był mój pierwszy kontakt z jakimkolwiek zdarzeniem to przyznam się szczerze, że nie wiedziałem kompletnie nic. Co powinienem zrobić, jak to zrobić, czym to zrobić... Nic. Norbert krzyknął do mnie, bym włączył "Strzałkę".
"Strzałka" jest to, tablica świetlna, sygnalizująca, sterowana pilotem, zamontowana na dachu busa patrolowego, rozkładana pneumatycznie. Wyświetlane były na niej 3 opcje. Lewo, Prawo i "X" oznaczający zamknięty pas/drogę.
Złośliwość rzeczy martwych zaskakuje. Zwłaszcza podczas takich akcji. Jak na złość, owa strzałka nie chciała się podnieść. Na bazie działała jak ta lala, a tutaj nic, ani drgnie. Kilka prób, w tym pomoc miotłą, aby ją podnieść nie dały nic. Konsternacja i wkurwienie z bezsilności.
Norbert wskakuje do busa i wyciąga znaki drogowe. Myślę sobie, no debil, bo kto we mgle będzie zwracał uwagę na znaki drogowe na autostradzie?! No ale cóż, wtedy nie protestowałem, nosiłem z nim. Sam chyba doszedł do wniosku, że to bez sensu i dał sobie spokój z ich ustawianiem. Zaczął kierować ruchem. Tzn stał przy barierkach w pasie rozdziału i energicznymi ruchami nakazywał ludziom zjeżdżać z lewego pasa na prawy, tak aby nikt nie przypierdolił w: mnie, busa, auta z kolizji, auto pomocy drogowej. Wisieńką na torcie był zaparkowany pojazd policji, na pasie awaryjnym z włączonymi bombami. Teraz sobie wyobraźcie daną rzecz. Jeden chłop nakazuję Wam ucieczke z lewego pasa. Wpadacie na prawy, prawie pod koła tira. Tir odbija na prawo na pas awaryjny, na którym stoi radiowóz, po czym ratuje się hamowaniem i powrotem na prawy pas, aby zmieścić się w korytarz i nie pozabijać cymbała z policji, który jak gdyby nigdy nic, siedzi i wykonuje swoje czynności na pasie awaryjnym, podczas gdy w koło dzieją się dantejskie sceny, jak podczas dobrych zawodów w jeździe na precyzję.
Mało tego, jak dojechaliśmy na miejsce to nie dość, że nas pan polycjant opierniczył, że tak długo jechaliśmy to kazał nam się cofnąć kawałek aby zabezpieczyć większy obszar. Posłuchaliśmy i czym prędzej wykonaliśmy polecenia pana oficera, po czym wsiadł do swojego wspaniałego wozu i zaczął pisać, nie zważając na to, że sam może doprowadzić do tragedii. No cóż, pozostawię to bez większego komentarza bo na debilizm nie ma rady.

Co do samej kolizji. Na szczęście obyło się bez ofiar. Zderzyły się dwa pojazdy. Jeden najechał na tył drugiego, po czym tego pierwszego obróciło i walnął w bariery w pasie rozdziału.
Do moich zadań należało przede wszystkim zabezpieczenie miejsca zdarzenia, udzielanie pierwszej pomocy jeśli takowa była potrzebna, następnie: spisać notatkę do raportu objazdu, wykonać dokumentację fotograficzną, zmierzyć długość uszkodzonej bariery, zabezpieczyć wyciek płynów z aut, poprzez zasypanie tych miejsc sorbentem, zbieranie uszkodzonych części aut, zamiatanie i ewakuacja.
Z wyżej wymienionych czynności zrobiłem tylko 3. Zabezpieczyłem miejsce, zdjęcia wykonałem i posprzątałem. Po sobie też, bo w życiu nie miałem tak pełnych gaci. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę co to za praca i jak bardzo jestem narażony na tragedie i jaką mam na sobie odpowiedzialność.

Chrzest bojowy przeszedłem moim zdaniem dostatecznie. Nikt nie ucierpiał, nie stało się nic po za tą kolizją. Po jakimś czasie zeszła adrenalina. Akurat w momencie kiedy piłem herbatę. Wziąłem kilka łyków i dałem sobie spokój. Delirium większe niż po tygodniowym chlaniu. Emocje odgrywały dużą rolę i były nieodzownym elementem w tego typu przypadkach. To od danego człowieka zależy jak sobie z nimi radzi. Każdy jest inny i każdy reaguje na swój sposób. Z czasem się wyciszają i człowiek się przyzwyczaja. Początki były trudne.

Zdjęć z tego zdarzenia nie posiadam. Mam kilka innych fotek z różnych zdarzeń i będę je dodawał jak będe je opisywał, lecz nie jest ich dużo. Miałem kiedyś ich dość sporo, ale awaria komputera mi je zniszczyła.
VojtasLubin
Wasze komentarze (2) »
Kinia_etransport.pl
(2016-10-16 17:19:03)
Pierwsze koty za płoty (i w pracy, i blogowo). Dla Norberta (jeśli dobrze wyobrażam
sobie opis) ten dzień mógł się skończyć tragicznie.
To co mi się podoba w tym co piszesz (nie tylko to ale na to chcę zwrócić uwagę) to
Twoja pokora i umiejętność przyznania się do strachu. To nie jest umiejętność znana
każdemu.
trucking
(2016-10-16 17:52:57)
I o to mi właśnie chodziło, Vojtas. Pisz co myślisz i czujesz. Chrzest faktycznie
bojowy, choć domyślam się, że z biegiem czasu poznamy i inne historie...
postępowania policjanta nie skomentuję, bo jeszcze ktoś znajdzie na to paragraf...
Zobacz więcej »

etransport.pl - nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum i autorów publikacji na stronach parking.etransport.pl. Osoby zamieszczające wypowiedzi i publikacje naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

Przeczytaj inne teksty Vojtasa

VojtasLubin o sobie

Witam, ciężko tak pisać o sobie. Nigdy nie wiem, co powinienem a czego nie. Spróbuję od najprostszych rzeczy. Mam na imię Wojtek, mam 27 lat, aktualnie mieszkam w Anglii. Z zawodu kucharz, lecz w swoim życiu podejmowałem się różnych profesji. Aktualnie pracuję jako kierowca. Jednym z dłuższych epizodów w moim życiu, był bez wątpienia okres w którym pracowałem jako pracownik patrolu na A4 w woj. opolskim. (nie mylić z pracą policjanta). Mogę rzec, że w pewnym sensie byłem z tą pracą związany syndromem sztokholmskim. Mam wiele dobrych, jak i dużo złych wspomnień, które zostaną ze mną do końca życia...