blog.etransport.pl
Podwójna ciągła
  
Babcia milonerka
2018-04-28

Babcia...ileż można by historii o niej opowiedzieć?... Babcia to był samochód - legenda.

Bohaterka niezliczonych awarii, królowa warsztatu, znienawidzona przez kierowców, łaskawie doceniana przez szefostwo, ciut olewczo ( do czasu) traktowana przez mechaników. Do czasu.

O Babci przypominano sobie, gdy trzeba było nagle przeładować towar z zepsutego auta i dostarczyć na miejsce. Wtedy Babcia była niezastąpiona. Ktoś, kto dostawał kluczyki od tej landary klął w żywy kamień, ale jechał. Zawsze się Babcia jakoś dotelepała na rozładunek i z powrotem do bazy. Później znów stała na swoim stanowisku obok ściany warsztatu, trochę strasząc młodych kierowców, trochę robiąc za podręczny magazyn do wszystkiego, i tak aż do następnego razu.

Jednego razu padło na Marka. Coś tam ze skrzynią biegów, sprzęgłem, nie wyjedziesz chłopie z bazy, auto trza robić, bierz Babcie, przerzuć towar i jedź na rozładunek, a my tu tymczasem się rozejrzymy co i jak, i spróbujemy coś naprawić; tak rzekła mu spedycja do spółki z mechanikami, i Marek wsiadł i pojechał.

Babcia szła w porywach całe 70km/h, chyba że akurat miała wiatr w plecy i było z góry, wtedy to ho ho! - doganiała nawet wolniejsze TIRy! Drogi trzymała się mniej więcej tak, jak pijany płota, czyli można powiedzieć, że wykazywała dużą dowolność w jeździe. Hamulce miała niezłe, o ile hamowanie było wspomagane ręcznym oraz retardacją silnika. Plandeka łatana Bóg wie ile razy, ale na szczęście nie ciekła. Fotele może nie najświetniejsze, ale było na czym tyłek posadzić.

Kilometrów miał przed sobą Marek coś ze 400 w obie strony, więc zalał bak pod korek, całe 105litrów, oleju wziął baniak 5 litrowy, żeby coś było i 2 litry na wszelki wypadek, na dolewkę. Płynu chłodniczego brać się nie opłacało. Wziął zwykłą wodę, taką jak marketach, 3 baniaki powinny wystarczyć.

Ruszył.

Dopuki pokonywał płaszczyzny Pyrlandii, leciutkie wzniesienia Ziemi Sieradzkiej, szeroko rozłożone Mazowsze to jeszcze jakoś szło, ale przed Kielcami dobre się skończyło. Zaczęły się górki. Babcia szła opornie, lekkie wzniesienie, a tu dwójki mało, żeby się wdrapać, a na jedynce silnik zarżnąć to moment. Wskazówki na czerwonych polach, kontrolki błyskają, do celu miał Marek z 5 kilometrów, a tu nie ma rady, trzeba zjechać!

Jakoż zjechał. Otworzył maskę, żeby silnik z lekka ostygł, zrobił sobie kawę i kolację, dolał oleju, bo bagnet wyglądał jak Sahara w letnie popołudnie, westchnął nad zużyciem paliwa, bo w baku też miał już pustynię Gobi, i już bez ceregieli zaczął lać wodę w zbiornik wyrównawczy chłodnicy. Zatankował Babcię, i pojechał się rozładować. Zrobiła się wczesna noc.

Wyjechał Marek z parkingu, a tu znów górki! Bujnął się, i na dwupasie zaczął wyprzedzać ciężko załadowany zestaw. Był pewien, że się uda, olej w silniku, paliwo w baku, świeża piątka wody w chłodnicy, nie ma miejsca na przegraną!

Gdy rozpoczął ten manewr połowa ze 150koni poszła pełną mocą do przodu, druga połowa, ta, która pasła się po wszystkich parkingach zaczęła głośno rżeć ze śmiechu.

Babcia szła jak burza, dawała z siebie resztki sił, czarny dym buchał z rury wydechowej, a biała para spod maski, auta szły łeb w łeb, zderzak w zderzak, w końcu zestaw przegrał i Marek wyszedł na prowadzenie. Miał jakieś 700 – 800 metrów do zjazdu z głównej drogi na rozładunek.

Spojrzał za siebie. TIR został z tyłu. Gdy Marek był na zakręcie z chmury dymu i pary wyłonił się TIR.

Marek zjechał. TIR za nim. Marek w bramę. TIR za nim.

Marek na parking. TIR za nim. Marek chodu! TIR za nim.

Schował się gdzieś między ciężarówkami, ubrał kamizelkę, wziął papiery i poszedł na logistykę zgłosić przyjazd. Po jakimś czasie do kolejki kierowców czekających pod okienkiem podszedł jeszcze jeden. Wyglądał, jakby wyszedł z pożaru i pachniał tak samo. Popatrzył po ludzaich i spytał

 - Nie wiecie kto przyjechał takim małym busem? Kopcił tak, że jak otworzyłem drzwi tu na parkingu to z kabiny mi dym wyleciał, o, taka chmura! - tu pokazał rękami jak wielka.

Jakoś nikt nie wiedział, a Marek bardzo pilnował, żeby się na tego gościa nie nadziać, nie spotkać go, Jakoś mu się udalo, rozładował, i plując z rury czarnym dymem, a spod maski parą dojechał do bazy, gdzie odebrał swoje auto.

Nie byłoby ciągu dalszego, gdyby Marek nie rozdarł mordy i nie zawstydził mechaników, nie wziął za rękaw szefa i nie zaciągnął go do Babci. Stali i gadali. Marek bluzgał, szef tylko kiwał głową.

Jakiś czas później Babcia zaczęła wjeżdżać na warsztat. Gdzieś znalazł się nowy silnik z minimalnym przebiegiem i mechanicy zrobili Babci przeszczep serca.

Jakaś dobra dusza wrzuciła nowe fotele z rozbitka, co stał na placu, ktoś inny skompletował zestaw opon i felg. Zaraz potem znalazły się kołpaki na koła. Jakoś tak wyszło, że następny rozbitek wylądował na placu, zabudowę miał potrzaskaną, ale plandekę całą, więc kilku chłopaków zmówiło się i przerzuciło ją na Babacię, bo była taka sama rozmiarem.

Potem ktoś tam narozrabiał i żeby odkupić winy wypolerował karoserię tempopastą. Z tego samego rozbitka, z którego wzięto plandekę wymontowano kufry i zbiornik na wodę i zamontowano w Babci. Podobnie reflektory.

Mechanicy wymienili uszkodzony kompresor od poduszek. Jakoś znalazły się półosie, łożyska, paski klinowe, cały ten kram. Któryś z chłopaków przyniósł półkę na podszybie. Inny wytrzasnął dywaniki.

Coś tam poszło do lakiernika, coś naprawił elektryk.

Auto wróciło do życia.

Kiedy po jakimś kwartale, już jesienią, odbierał je młody kierowca, nie wierzył, że na liczniku jest 800.000km.

Babcia jeździ. Nie wygląda ani swój wiek, ani na swoje kilometry. Jakoś nikt nie planował rewitalizacji tego auta. Samo tak wyszło.

Widziałem ostatnio taką pięknie grawerowaną tabliczkę, gdy byłem na warsztacie. Napis na niej głosił: „1 000 000km w kołach i nadal w drodze”. Niedługo zamontują ja Babci.

Widzieliście kiedyś takiego busa?...

Yeti
Wasze komentarze (1) »
trucking
(2018-05-05 08:24:37)
I taka Babcia przeżyje niejedno młodsze pokolenie... W jednej z poprzednich firm,
wśród samych Premiumek i Magnumek był jeden rodzynek: Daf 2600 czy tam 2800, nie
pamiętam dokładnie ale model grubo sprzed modelu CF, kabina krótka, spanie na dachu a
za doopą przyczepa na obrotnicy (reszta aut same ciagniki). Dzielna Dafina
przemierzała Polskę wzdłuż i wszerz. Jaki stan km nie wiem, ale na pewno spory ; )
Zobacz więcej »

etransport.pl - nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum i autorów publikacji na stronach parking.etransport.pl. Osoby zamieszczające wypowiedzi i publikacje naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.