blog.etransport.pl
Kierowca CE, Praca u
  
“Czerwona Siekiera’’
2019-12-17
W 2014 roku zacząłem swoją karierę w firmie konsultingowej w Dolnej Saksonii jako Rekruter pośrednictwa pracy dla kierowców z kategorią prawa jazdy C+E. Początkowo zadanie to nie było łatwe ale chętnie podjąłem się tego wyzwania.

Wcześniej pracowałem jako dyspozytor w firmie spedycyjnej w Osnabrück, która zatrudniała również zagranicznych kierowców. Zdarzały się śmieszne sytuacje, ale żadnej nie można porównać do tej, którą dzisiaj przedstawię.

W moich opowiadaniach chciałbym opisać, jakie sytuacje mogą się przytrafić w pracy rekrutera, a które odczułem na własnej skórze. 

Na początek przedstawię historię z grudnia 2015 roku. 


“Czerwona Siekiera’’

Kierowca, ze względu na RODO nazwijmy go MAREK, pokazał na co stać człowieka, będącego pod wpływem alkoholu.

Około 12/13 grudnia 2015 r. byłem z moim szefem w Polsce, jechaliśmy na spotkanie z naszym partnerem z woj. kujawsko-pomorskiego. Pogoda była mglista. Niestety nie pamiętam dokładnej godziny, ale było to około południa.

Tuż przed Poznaniem otrzymaliśmy telefon od naszego klienta z Zagłębia Ruhry (nazwijmy go Panem Meierem), z następującą wiadomością.

  • Witam panie Meier - przywitał klienta mój szef.
  • Witam. Mam taki mały problem i nie bardzo wiem  jak zacząć z Panem tą rozmowę. - odpowiedział skonsternowany pan Meier.
  • Proszę prosto z mostu!
  • A zatem tak… Mam dwóch kierowców od Pana. Wykonują swoją pracę bardzo dobrze i w związku z tym chciałem ich nagrodzić. Chciałem żeby porządnie w weekend wypoczęli. Wynająłem im pokój w hotelu u mojego znajomego. Każdy dostał pokój z telewizorem, dużym łóżkiem, łazienką, balkonem. Po prostu chciałem, żeby wypoczęli.
  • Panie Meier, to brzmi świetnie! Przede wszystkim cieszę się, że ta dwójka dobrze się u Pana sprawdza i jesteście zadowoleni. - powiedział mój szef.
  • Tak, tak. Już mówię jednak w czym problem. W tym hotelu, w tym samym czasie odbywało się wesele. W momencie kiedy młoda para dowiedziała się o dwóch młodych kierowcach, siedzących samotnie w pokojach, postanowiła zaprosić ich na kolację i do wspólnej weselnej zabawy. Mniej więcej od 18.00 do 23.30 wspólne świętowanie przebiegało spokojnie, były tańce, żarty, no i oczywiście był też alkohol. Jednak sytuacja zmieniła się krótko przed północą. Pan Marek, z czerwoną siekierą strażacką, wtargnął na salę zabaw i zaczął rozrabiać. Krzyczał, wymachiwał pięściami i siekierą, którą trafił w 3 krzesła, stół oraz w barek, przy którym podawano alkohol. Na szczęście nikt z gości nie odniósł poważnych obrażeń dzięki mężczyznom bawiącym się na imprezie, którym udało się obezwładnić  pana Marka. Dzięki Bogu sytuacja została szybko opanowana. Na miejsce wezwano oczywiście policję i karetkę. Według hotelarza, przybycie służb zajęło nie więcej niż 5 minut. Po tym całym zdarzeniu uroczystość weselna została zakończona, a pan Marek został zabrany przez policję do aresztu. Po wykonaniu badań lekarskich został on następnie przewieziony na oddział zamknięty w szpitalu psychiatrycznym. Halo, jest Pan jeszcze przy telefonie?
  • Tak, jestem, jednak nie wierzę w to co słyszę. Panie Meier, po raz pierwszy mamy do czynienia z taką sytuacją. Musimy  w tej chwili przeanalizować to, co od Pana usłyszeliśmy. Wkrótce się do Pana odezwę.
  • OK, będę czekał. Do usłyszenia. 

Spojrzeliśmy z szefem na siebie bez słów, niemal jak  zamurowani. Po jakichś 5 minutach zadzwoniłem do kolegi pana Marka, drugiego z kierowców, żeby dowiedzieć się co też się tam, do diabła działo. Oto relacja  wciąż poirytowanego i przerażonego kierowcy: “Wódka i drinki się lały, zabawa była “jak u cygana”, chociaż ludzi się nie znało i język trochę blokował komunikację. Było zajefajnie do momentu, gdy Marek powiedział, żeby zabrać go do pokoju bo sam chyba nie da rady dojść. Zgodziłem się i pomyślałem, że zaprowadzę go i wrócę na imprezę.  W drodze do pokoju, na 1 piętrze wisiała metalowa skrzynka z szybką a w niej znajdowała się siekiera i wąż strażacki. W momencie, kiedy Marek ją dostrzegł, jakby nagle się przebudził. Popchnął mnie na podłogę, wybił szybę, chwycił siekierę i pobiegł z nią z powrotem na dół. Oczywiście pobiegłem za nim, ale gdy dotarłem na miejsce, akcja na sali weselnej już trwała na całego. Marek trzaskał siekierą po meblach, stołach, groził gościom krzycząc “Ja was wszystkich zaje…! Wy mnie chcecie w ch...a zrobić!”. Naprawdę, nie mam pojęcia o co mu chodziło. Niestety nie za bardzo mogę teraz rozmawiać bo jestem na rozładunku, jeśli pan chce to mogę później oddzwonić.”

Po rozmowie z kolegą Marka próbowałem skontaktować się telefonicznie z samym Markiem. Niestety nie było to możliwe, ponieważ w ten sam dzień trafił on na oddział zamknięty a tam kontakt telefoniczny jest zabroniony. Udało mi się z nim skontaktować dopiero po 3 dniach. Powiedział mi, że nie wie co tak naprawdę się stało i poprosił, żeby o tym zdarzeniu nie informować nikogo z rodziny, co było dla mnie zrozumiałe. 

Obietnicy dotrzymałem, ale rodzina pana Marka na własną rękę, wszelkimi możliwymi sposobami szukała informacji na jego temat, próbowali nawiązać kontakt (co jest jak najbardziej zrozumiałe).  Byli oni przekonani, że pan Marek zaginął. Nie uwierzyli mi na słowo, że pan Marek pojawi się na pewno w domu i sami pojechali do Zagłębia Ruhry w Niemczech, do pracodawcy “zaginionego”. Niestety, dłużej nie udało się ukrywać prawdy i tam rodzice dowiedzieli się, że ich syn przebywa na oddziale zamkniętym. 

Pan Marek spędził w sumie w szpitalu psychiatrycznym dobre 6 tygodni i więcej już o nim nie słyszeliśmy. Na szczęście jego pracodawcy cała sytuacja nie zraziła i poprosił nas o kolejnych 3 dobrych kierowców. 

Kierowcy ci po dziś dzień pracują u tego samego pracodawcy. Zastrzega się on jednak, że  już nigdy żadnego kierowcy raczej do żadnego hotelu czy pensjonatu nie wyśle. 


Nooo...po takiej akcji, nie dziwię się!

UniwersytetPosrednictwa
Wasze komentarze (30) »
diggerdestro
(2019-12-22 11:16:06)
Nie pierwszy to przypadek amoku poalkoholowego.
Problem efektów poalkoholowych można byłoby przypiąć każdej sferze zawodowej. Znam
podobny przypadek, który miał miejsce podczas firmowej imprezy pracowników naukowych,
jednej z polskich uczelni wyższej. W tym przypadku, agresorem był profesor
nadzwyczajny, wylewający swój amok na dziekanie z tego samego wydziału.
ninobzik
(2019-12-22 11:18:31)
Na wiejskiej non stop w to grają ; ) ; )
diggerdestro
(2019-12-22 11:26:20)
Z jeszcze większą ciekawością czytałoby się tego typu blogi, gdyby odnosiły się o
przyczynach i skutkach niż o podkreśleniu tylko jakieś warstwy społecznej.
Zobacz więcej »

etransport.pl - nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum i autorów publikacji na stronach parking.etransport.pl. Osoby zamieszczające wypowiedzi i publikacje naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.