blog.etransport.pl
...wszystkie drogi prowadzą do ludzi. (spostrzeżenia jeżdżącego pod prąd)
  
Partia szachów
2014-05-05

              Noc, mgła, za mną  …set przejechanych dziś  mil, a ile jeszcze do przejechania? Nie wiem, nie wiem ile przejechałem dzisiaj, ile wczoraj, a ile przejadę jutro. Mgła jest tak gęsta że moje własne  światła mnie oślepiają. Światło odbite od mlecznobiałej ściany patrzy na mnie oczyma kota. Z mgły wyjeżdżają auta – nienaturalne jak zjawy, święcąc żółtymi reflektorami, po chwili znikają, tak samo pojawiają się wiadukty i znaki.  Bez ostrzeżenia, wyłaniają się by zniknąć po chwili we mgle.  Pośród wielu znaków jakie minąłem był ten na który czekałem. „SERVICES - 3 miles”. Ze zdwojoną uwagą zacząłem wpatrywać się na drogę, by nie przegapić wjazdu na parking, kończył mi się czas jazdy, musiałem zrobić pauzę. Po kilku minutach zobaczyłem znak informujący że jeszcze  1/3 mili i będę na parkingu. Zwolniłem i ostrożnie, by nie potrącić żadnego auta które mogło stać na wjeździe pojechałem tam gdzie spodziewałem się zobaczyć stację benzynową i bary.

                Zamiast tego, zobaczyłem monumentalną budowlę z szarego kamienia. Zatrzymałem samochód, włączyłem odpoczynek na tachografie i poszedłem obejrzeć ten dziwny budynek. Dopiero po wyjściu z samochodu zauważyłem że parking jest wolny  od mgły, widoczność była idealna, ale tylko do granic parkingu, dalej wznosiła się nieprzenikniona biała ściana. Budowla przypominała świątynię, kilka metrów nad ziemią miała okna z witrażami, w ścianie   frontowej były wysokie na co najmniej 4 metry dębowe drzwi z mosiężnymi zawiasami, okuciami i zamkiem. W kierunku nieba wyrastała strzelista wieża. Jej szczyt ginął w ciemności, nie mogłem więc zobaczyć czy zwieńczona jest dzwonnicą czy minaretem.

                Niespodziewanie, wielkie drzwi uchyliły się lekko  a przez wąską szczelinę przeszedł kot. Szedł wyprostowany, na dwóch łapach. Czuć było od niego… dumę i pewność siebie. Podszedł do mnie, z gracją zdjął z głowy niewidzialny kapelusz z szeroką zieloną wstęgą i strusimi piórami. Wykonał dworski ukłon, tak zamaszysty że piórami niewidzialnego kapelusza omiótł cholewy swoich pięknych, czerwonych, niewidzialnych butów.

-Moon Gun Gali – przedstawił się kot.

-Leeon - odpowiedziałem, spoglądając na kota z niedowierzaniem.

-Zapraszam cię Leeon na partię szachów.

-Dlaczego mam grać z tobą w szachy? – spytałem.

-Jeśli chcesz certyfikat na dalszą jazdę, to musisz. W razie przegranej zostaniesz już na zawsze na tym parkingu. Tylko wygrana pozwoli ci stąd odjechać.

-Dobrze, zagrajmy więc – powiedziałem.

            Kot poprowadził mnie w kierunku kamiennych stołów z dębowymi ławami które stały wzdłuż murów świątyni, na jednym z nich była szachownica   z rozstawionymi figurami. Ciszę jaka panowała przerwał dźwięk wyjącego na wysokich obrotach silnika diesla połączonego z dzwonieniem łańcuchów. Na parking wjeżdżał czarny Kamaz z naczepą na której był czarny kontener. Ani na ciągniku, ani na naczepie nie było żadnych numerów pozwalających na identyfikację. Z kabiny Kamaza wysiadło wielkie chłopisko w ortopedycznych butach, kraciastej koszuli i spodniach ogrodniczkach. Z tylnej kieszeni spodni wystawała mu brudna szmata.

-Jestem O’Ujo Bulu Lej – przedstawił się nieznajomy.

-Leeon – Odpowiedziałem

-Jestem przewoźnikiem, przewożę dusze.

-Dokąd?

-Do czyśćca

-Skąd je zabierasz i gdzie jest czyściec?

-Zabieram je z sali odpraw a wożę za granicę snu.

-Białe czy czarne? - zapytał kot.

-Czarne –powiedziałem.

-Nie chcesz rozpoczynać? –zdziwił się kot?

-Nie.

-Chcę zobaczyć twój debiut, chcę przyjąć twój styl gry - wymamrotałem pod nosem, tak cicho, że ani kot, ani nikt z  zebranych wokół stołu z szachownicą  nie mógł tego usłyszeć.

Myślami przywoływałem partie Spaskiego z Fiszerem i Petrosjanem, tam szukałem pomocy. Wspominając rozgrywki starych mistrzów rozejrzałem się po parkingu. Pomimo tego że był spory, stało na nim tylko kilka aut. W jednej z rajek stały trzy busy, jeden za drugim. Żuk, Nysa i Barkas. Na dachach Żuka i Nysy były zamocowane trumny, domyśliłem się że to sypialnie kierowców, Barkas nie miał miejsca do spania, jego kierowca był z tych co to potrafią spać wszędzie. Na boku Barkasa był czerwony napis „Kurierdienste GmbH”. Z Żuka i z Nysy wyszli kierowcy, jeden podszedł do nas, drugi wyjął z auta wiadro z wodą i zaczął myć ręce. Ten który do nas podszedł, przedstawił się.

-Dżej- Aj, do usług.

-A konkretnie? -spytał O’Ujo Bulu Lej.

-Konkretnie? – to Jot -I.

-A konkretniej? –Naciskał O’Ujo Bulu Lej.

-Judasz Iskariota.

-Ach! Więc to ty! – Bardziej stwierdziłem niż zapytałem.

-Co przewozisz?

-Przesyłki ekspresowe, głównie donosy, obietnice bez pokrycia i niespełnione marzenia.

-A ty się przedstawisz? - krzyknął Moon Gun Gali w kierunku bursiarza myjącego ręce.

-Poncjusz Piłat, były prokurator Judei – odkrzyknął tamten z dumą.

-Prokuratorze, pro-ku-ra-to-rze -wyszeptał złowieszczo kot.

-Jesteś skorumpowany, uległeś tym staruchom z Sanhedrynu! Powiedział głośniej, z gniewem.

-Nie zawsze taki byłem, kiedyś byłem uczciwy.

-Ladacznica też była kiedyś dziewicą- krzyknąłem w jego stronę.

-A ty? . ..ile wyciągasz? Jeśli to nie tajemnica?- spytałem Judasza.

Zapytany spuścił głowę i zarumienił się.

-Zaledwie garść srebrników – odparł skromnie.

            Z mgły na pięknym koniu wyjechał piękny mężczyzna, na oko trzydziestoletni, w jedwabnej białej tunice, otulony czerwonym płaszczem, tak długim że okrywał zad konia. Na nogach miał sandały z rzemieniami misternie oplatającymi jego zgrabne łydki.

-Jestem Senator Incitatus, a to Cesarz Kaligula – zagaił koń, jeździec zaś pozostał milczący i wyniosły.

Gra osiągnęła półmetek. Kot stosował ideę w stadium, myślał że tego nie widzę. Niespodziewanie dla niego osiągnąłem promocję, co pozwoliło mi wymienić piona na hetmana – którego straciłem po jego ataku.

 

W rajce za busami stał Super Maz z naczepą plandeką. Cały w kolorze khaki. Za nim stało kilka samochodów z zaciągniętymi firankami, ich kierowcy pewnie spali. Na samym końcu parkingu stało kilka aut, które miały odkręcone koła i stały na starych podkładach kolejowych ułożonych w stosy. Na wszystkich powiewały resztki jakiejś białej tkaniny.  Spytałem kota:

-Co to za samochody, te bez kół?

-To Auta tych którzy ze mną przegrali.

-Gdzie są kierowcy. Spytałem

-Dowiesz się jak przegrasz, jeśli wygrasz, nie będziesz wiedział. Spokojnie odpowiedział kot.

            Ciszę jaka zapanowała przerwało nieprzyjemne dla ucha skrzypienie. To drzwi Super Maza wydawały ten dźwięk. Z kabiny  wysiadł  mężczyzna w wieku przedemerytalnym, miał gęste czarne włosy, zaczesane do góry, dopiero z bliska widać że farbowane. Miał zielony uniform, czarne oficerki i dzioby na twarzy – tak jakby w młodości przeszedł ospę. Przybysz zbliżał się powoli, co raz zaciągając się dymem z fajki trzymanej w prawej dłoni, lewą dłoń trzymał z plecami. 

-Józef Wisarionowicz Dżugaszfili, dla przyjaciół Koba – powiedział przybysz, bez zbędnych ceregieli.

-Tu chyba nie ma twoich przyjaciół – powiedziałem.

-Zdziwiłbyś się Leeon, ilu ich mam.

-Co wieziesz? – spytał Incitatus.

-Wojnę i głód, mam też po kilka palet niepewności i zdrady.

Gra nieuchronnie zbliżała się do końca, ku zdumieniu kota zastosowałem unicestwienie, pozbywając się dopiero co odzyskanego hetmana, kot dał się zwabić w pułapkę.

-Szach  i  mat – powiedziałem z satysfakcją. Zebrani bili brawo, klepali mnie po plecach, zachowywali się tak jak byśmy byli starymi, dobrymi znajomymi

-No cóż – rzekł kot.

-Wygrałeś, jedź więc.

-Straciłem ciekawą  grę? – zapytał na czarno ubrany człowiek, Który znikąd pojawił się w śród nas.

-Znam cię! – powiedziałem, jesteś z Rumunii, a dokładnie z Transylwanii.

-Tak, to ja! Vlad Palownik – rzekł nowo przybyły.

-Jadę do Zjednoczonego Królestwa, wiozę nielegalnych emigrantów, sami wyznawcy Mahometa.

-Na mnie już czas – powiedziałem i powoli ruszyłem w stronę mojego samochodu. Specjalnie wybrałem dłuższą drogę, bo chciałem przejść koło Barkasa i zobaczyć kto jest w środku. Gdy już się do niego zbliżyłem, przyłożyłem dłoń do szyby by zasłonić światło świecące z pobliskiej latarni. Na siedzeniach zobaczyłem leżacego w pozycji embrionalnej Ericha Honeckera, nie spał, oczy miał otwarte i tęmpo gapił  się przed siebie Ucieszyłem się w duchu że nie przyszedł do nas i że nie musiałem z nim gadać.

                Gdy wsiadłem do mojego auta, zegar w tachografie pokazywał czterdziestą piątą minutę przerwy. Postanowiłem nie pić kawy tylko jak najszybciej pojechać w stronę domu. Zapaliłem silnik i powoli okrążając   parking pojechałem w kierunku wyjazdu. Kiedy mijałem samochody stojące na podkładach kolejowych zauważyłem że to co wcześniej wziąłem za skrawki białej tkaniny, to były wielkie pajęczyny. Były wszędzie, na lustrach, stopniach i zderzakach. Zebrani wokół stołu zajęci byli rozmową i nie zwracali na mnie uwagi. To nawet dobrze – pomyślałem. Nie muszę im machać ręką na pożegnanie. Nim opuściłem parking spostrzegłem że jedna z postaci opuściła pozostałych i skierowała się w stronę zaparkowanych aut. Tuż za parkingiem wjechałem w mgłę,   była jeszcze bardziej gęsta i nieprzenikniona jak przed pauzą. Obejmowała mnie jak najczulsza kochanka. Wilgotna, cicha, doskonała. Z tyłu usłyszałem zbliżający się pojazd. Po brzęku łańcuchów poznałem że to O’Ujo Bulu Lej. I choć słyszałem go coraz wyraźniej, nic nie mogłem zobaczyć. Dopiero wtedy gdy zrównał się ze mną zobaczyłem go. Nie miał włączonych świateł pozycyjnych ani drogowych, jedynie wnętrze kabiny rozświetlała lampka oliwna zawieszona na trzech łańcuszkach przytwierdzonych do szyberdachu. O’Ujo Bulu Lej wyszczerzył zęby w uśmiechu i przekrzykując warkot silników krzyknął do mnie.

-Do zobaczenia wkrótce, Leeon.

                Szanowna Koleżanko, Czcigodny Kolego!

Jeśli chcesz zagrać w szachy z Moon Gun Gali, czy pogadać z  O’Ujo Bulu Lej, nie musisz palić żadnego zielska, ani katować swojej wątroby gorzałą. Wystarczy że kilka tysięcy nocy spędzisz za kierownicą ciężarówki. ;-)

Leeon
Wasze komentarze (18) »
lysy83
(2014-05-06 20:50:43)
Oj chłopie, bierz po pół albo zmień dilera !!! :] Najmniej spodziewałem się Stalina,
a kot mnie by ograł pewnie :/
Radek75
(2014-05-06 20:57:17)
Prawie jak Terry Pratchett i jego Świat Dysku! Leeon bierz więcej albo jeździj
więcej. Pozdrawiam
Dziobaty
(2014-05-10 20:43:47)
zetek.. ty już wybrałeś... uwierz mi na słowo...
Zobacz więcej »

etransport.pl - nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum i autorów publikacji na stronach parking.etransport.pl. Osoby zamieszczające wypowiedzi i publikacje naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.