blog.etransport.pl
Kiwidriver - Widziane z pozycji do gory nogami
  
Normy spalania i obciążanie kierowców
2009-09-29


Czytam na tym forum, że upowszechnił się zwyczaj obciążania kierowców za przepały. Prawdę powiedziawszy nigdy w żadnym kraju, gdzie pracowałem nie spotkałem się z tego typu praktykami, gdyż przeważnie krótki czas dostawy był większym priorytetem, aniżeli oszczędności na paliwie. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest to nie tyle związane z oszczędnościami, co próbą likwidacji dość powszechnego, jak się okazuje zjawiska kradzieży paliwa przez kierowców w Polsce.



Przykre jest to, że etyka w tym bądź co bądź, kiedyś elitarnym zawodzie tak bardzo podupadła i powoływanie się na zasady moralne nie przynosi żadnych rezultatów. Osobiście uważam, że każdy pracodawca powinien bezwzględnie eliminować złodziei poprzez nie tylko dyscyplinarne zwolnienie z pracy, ale również zgłaszanie tego typu przypadków organom ścigania. Całej branży, zarówno pracodawcom, jak i samym kierowcom może to wyjść tylko na dobre.



Ustalanie norm spalania tylko ze względu na eliminację kradzieży jest trochę uwłaczające innym, uczciwym kierowcom, ponieważ stawiani są oni w pozycji potencjalnych złodziei, ale załóżmy że jest to robione w celach ogólnie pojętych oszczędności. W końcu sytuacja przewozów towarowych w ostatnich czasach znacząco się pogorszyła i każdy przewoźnik jest zmuszony do redukcji kosztów, a koszta paliwa są bardzo znaczącą pozycją.



Jak ciężko jest ustalić taką normę widzę jeżdżąc po krętych i górzystych drogach Nowej Zelandii, gdzie pogoda dodatkowo płata różne figle. Moje normy spalania to nieraz grubo ponad 50 litrów, kiedy na tym samym ciągniku polski kierowca ma normę 33 litry. Każdy kto jeździ, lub jeździł zdaje sobie doskonale sprawę ile czynników wpływa na poziom zużycia paliwa. Począwszy od ładunku, poprzez pogodę, a na ukształtowaniu terenu skończywszy.








Jedno co mnie ciekawi, to czy obciążenia stosowane w Polsce dotyczą 100% kosztów paliwa, które zostało spalone ponad normę? A jeżeli tak, to czy liczone jest to w cenach brutto, czy netto? Jeżeli pracodawca odlicza od pensji pracownika koszty przepałów liczone w cenach brutto, to jest to ewidentne oszustwo, gdyż koszt pozyskania tego paliwa przez pracodawce jest zawsze ceną netto. Toczą się również dysputy do kogo należą oszczędności paliwa, jeżeli kierowca schodzi poniżej normy ustalonej przez firmę. Czytałem głosy, które twierdzą że jeżeli norma wynosi przykładowo 33 litry, a kierowca osiągnął średnią spalania 28, to różnica ta powinna należeć do niego. Z kolei inni argumentują, że za całość paliwa zapłaciła firma, więc z jakiej racji te nadwyżki mają należeć do kierowcy? Wydaje mi się, że jedna i druga strona ma po części rację. Tymczasem nie ulega kwestii, że nieuczciwi kierowcy, nawet ci którzy mają narzuconą normę spalania w momencie, kiedy zejdą poniżej tej normy, to nic ich nie powstrzyma od sprzedaży nadwyżki i nad tym już pracodawca nie ma i nie będzie miał żadnej kontroli. Można oczywiście obniżyć normę, ale wielokrotnie w takich przypadkach będą niesłusznie ukarani kierowcy, którzy są uczciwy, a po prostu nie mają aż takich predyspozycji do oszczędnej jazdy. Tak źle i tak niedobrze!






Wydaje mi się, że rozwiązanie jest bardzo proste, opłacalne, a zarazem bardzo uczciwe dla każdej ze stron. Nie wiem po ile jest sprzedawana ropa przez kierowców złodziei, ale załóżmy że po 50% wartości netto jej zakupu na stacji benzynowej.

Tak więc pracodawca wprowadza normy spalania, oczywiście muszą one być w miarę realne i oparte na kilkumiesięcznych badaniach poziomu spalania danej marki. Zakładamy, że jest to właśnie te 33 litry. Każdy kierowca przekraczający normę zostaje obciążony kwotą 60% wartości netto paliwa, które przepalił ponad normę. Kwota 60% gwarantuje to, że żadnemu ewentualnemu, nieuczciwemu kierowcy nie będzie się opłacało sprzedać „na lewo” paliwa kosztem własnej normy, gdyż po prostu dopłaci do interesu. Ale również pracodawca premiuje oszczędną jazdę w ten sposób, że wypłaca premię każdemu kierowcy w wysokości 60% wartości netto paliwa, za każdy litr poniżej normy, czyli w tym przypadku naszych 33 litrów.

Co to powoduje, ano żaden nieuczciwy kierowca, nawet jak zejdzie poniżej normy 33 litrów nie będzie kradł paliwa, gdyż mu się to po prostu nie opłaca, jeżeli otrzyma od pracodawcy w formie premii więcej, aniżeli na „wolnym” rynku. Natomiast pracodawca płaci „tylko” 60% za zaoszczędzone dodatkowo paliwo, którego prawdopodobnie by już w bakach nie było i trzeba byłoby je uzupełnić po kosztach 100%. Czysta oszczędność rzędu 40%!!! Oczywiście wartości procentowe są przykładowe, można je zmienic zarówno w górę, jak i w dół w zależności od "czarnorynkowej" wartości kradzionej ropy. 



Układ taki wydaje mi się nader uczciwy, a dodatkowo eliminuje CAŁKOWICIE ryzyko kradzieży. Po prostu efekt działa w obydwie strony i zawsze można go przedstawić, jako promowanie oszczędnej jazdy, a nie eliminację kradzieży. W takim przypadku każdy kierowca ma dodatkowy, jakże silny – finansowy bodziec do maksymalnie oszczędnej jazdy, co i jemu i firmie będzie przynosić profity. Tak więc korzyści z tych oszczędności są odczuwalne przez obie strony, a firma nie musi montować kosztownych urządzeń uniemożliwiających kradzież.


Proste pomysły bywają nieraz bardzo skuteczne.


Pozdrawiam

Kiwidriver
Wasze komentarze (29) »
Ł ysy
(2014-01-13 18:00:37)
teraz zatrudnia się jedynie porządnych kierowców. Już nikt nie chce pajaca z normą na
wejściu 35. a jeszcze samochodu nie widział.
Zobacz więcej »

etransport.pl - nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum i autorów publikacji na stronach parking.etransport.pl. Osoby zamieszczające wypowiedzi i publikacje naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

Kiwidriver o sobie

Witam, zawód kierowcy wykonuję z przerwami od ponad 20 lat. Przejechałem praktycznie całą Europę bez wyjątków pracując w niemieckich spedycjach, parę razy byłem w Azji i na Bliskim Wschodzie. Jeździłem również do byłej Jugosławii w czasie trwania działań wojennych z pomocą humanitarną dla niemieckiego Czerwonego Krzyża. Byłem kilka razy w oblężonym Sarajewie, gdzie poruszanie się było bardzo niebezpieczne ze względu na ogromną liczbę snajperów strzelających do wszystkiego co się poruszało. Od kilku lat jeżdżę na truck'ach w Nowej Zelandii, również tych amerykańskich. Mój aktualny zestaw B-Train ma 36 kół.... :-) Kocham swój zawód i nie zamieniłbym go na żaden inny na świecie. Nie pracuję tylko dla pieniędzy, po prostu ta praca sprawia mi przyjemność.