MROŻONKA W RĘKACH PROFESJONALISTÓW. PRZEWOŹNIK ZAWALIŁ, ALE … NADAWCA TEŻ NIE JEST ŚWIĘTY!
Przyznam, że transport nie jest łatwym kawałkiem
chleba. Zwłaszcza, gdy z jednej strony przewoźnik ma do czynienia z intratnym
kontrahentem, z drugiej z przewoźnikiem-podwykonawcą, który olewa warunki
przewozu, a nad wszystkimi krążą … pieniądze. Ale do rzeczy.
Przewoźnik otrzymał zlecenie przewozu mrożonych owoców
z Polski do Francji. Były w nim zawarte następujące informacje:
„Mrożone owoce, temp przewozu -21oC, ilość:
33 palety euro. Wymagane schłodzenie chłodni przed załadunkiem do -21oC”.
Do przewozu zaangażował dalszego przewoźnika, któremu w
zleceniu transportowym przekazał powyższe zalecenia. Podwykonawca podstawił pojazd
na załadunek, nadawca załadował mu towar i kierowca ruszył w trasę do odbiorcy we
Francji. Po dostarczeniu towaru, francuski odbiorca zauważył, że towar jest częściowo zbrylony i
oszroniony i zażądał wydruku z termografu.
Przekazany przez podwykonawcę wydruk wykazał, że:
pojazd nie został schłodzony przed załadunkiem – w chwili
załadunku temperatura w chłodni wynosiła plus 11, 2oC
temperatura w czasie przewozu utrzymywała się w
przedziale od -17oC do -20oC, czasami wzrastała do -15, 7oC,
a w nawet do -12, 4oC oraz bardzo rzadko spadała do zaleconej.
Odbiorca uznał,
że temperatura
wyższa niż -15°C dyskwalifikuje mrożony produkt i odmówił przyjęcia towaru. Nadawca wydał dyspozycję
powrotu do miejsca załadunku, przesłał przewoźnikowi reklamację i domagał się
odszkodowania za uszkodzoną mrożonkę. Przewoźnik
dbając o relacje ze swoim kontrahentem pokrył swoje zobowiązanie i zgłosił
szkodę do swojego zakładu ubezpieczeń.
Podwykonawca przewoźnika odrzucił roszczenie i odmówił
zapłaty twierdząc, że załadowany towar był „niezmrożony”, co było przyczyną
niedotrzymania temperatury w czasie przewozu i zbrylenie towaru. O
zbagatelizowaniu obowiązku schłodzenia chłodni przed załadunkiem jednak nie
wspomniał. W razie pokrycia przewoźnikowi szkody z jego polisy OCP,
ubezpieczyciel zapewne zapuka do niego z laurką pt. REGRES.
Z okoliczności sprawy wynika, że podwykonawca
przewoźnika ponosi jednak odpowiedzialność za szkodę, choć nie do końca w 100%.
Jeżeli umiejętnie wykaże, że nadawca
załadował towar pomimo, że naczepa przed załadunkiem nie została schłodzona do
wymaganych -21oC, obstawiam, że ubezpieczyciel kupi ten argument i ograniczy
żądanie do 50%.
Zastanawiające jest też to, że nadawca narzucił na
przewoźnika obowiązek schłodzenia naczepy przed załadunkiem do -21oC,
a zupełnie zapomniał o tym obowiązku ładując mrożonkę na „ciepłą” chłodnię jego
podwykonawcy. Ale widać uznał, że skoro ma przewoźnika i jego pieniądze w
garści, nie musi aż tak bardzo dbać o zasady. I miał rację.
Szkoda, że nie było to jednorazowe zlecenie, bo wówczas
kontrahent raczej nie mógłby liczyć na pokrycie całej szkody. Przynajmniej,
gdyby to zależało ode mnie 😊
