blog.etransport.pl
Marcin63
  
Chicky
2021-03-22

W kanadyjskim transporcie lat 80-tych nie było zbyt wiele jeżdżących Polek, ale zdarzyło się, że jesienią 1990 roku spotkałem jedną z nich - Cześkę. Nazywano ją Chicky.
Niektórzy imigranci nie lubią takich angielskich zmian. Chcą zachować oryginalne brzmienie swojego imienia i nie chcą, żeby – dajmy na to – Mateusza zmieniać na Matta, a Elżbietę na Elisabeth, ale Cześka lubiła swój angielski odpowiednik, zawsze tak się przedstawiała i w końcu bardzo niewielu wiedzialo, ze Chicky to po prostu Cześka. Naturalnie wiedziano, że jest Polką, ale uważano, że Chicky jest polskim imieniem.
Jeździla pięciotonowym truckiem i woziła głównie specjalistyczny sprzęt medyczny, elektroniczny i laboratoryjny.
Pierwszy raz usłyszałem o niej od jednego z moich kumpli – Sergio - który spotkał ją kiedyś na dokach załadunkowych w Konica Business Machine. Sergio był Włochem – i to Włochem wyjątkowo czułym na kobiecą urodę!
Możecie sobie wyobrazić: Włoch i to jeszcze wyjątkowo czuły na kobiece wdzięki!
Otóż Sergio zobaczył Chicky i oniemiał! Później, gdy ją poznałem, przestałem się temu dziwić, bo dziewczyna – nawet na wysokie polskie standardy – rzeczywiście była wyjątkowo piękna. Co z taką urodą robiła w truckingu – doprawy trudno było powiedzieć! W moim ówczesnym przekonaniu powinna była raczej pracować gdzieś w Hollywood!
Pracę miała delikatną i można nawet powiedzieć precyzyjną, bo każde z przewożonych urządzeń musiało być bardzo starannie zabezpieczone, zablokowane i tak umocowane żeby wytrzymało wstrząsy. Miała specjalnie przygotowany wóz z parkietową podłogą i wieloma uchwytami w wyściełanych ścianach.
Nigdy nie pracowała gołymi rękami, zawsze w rękawiczkach, starannie ubrana, zadbana i rzeczywiście bardzo ładna, wszędzie gdzie się pojawiła robiła wrażenie. Nawet najbardziej zgryźliwi magazynierzy i dokerzy zmieniali się na jej widok jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Miała niski, ciepły głos, który sprawiał, że mężczyźni chodzili wokół niej „na czterech łapkach”.
Jednocześnie jednak Chicky wytwarzała wokół siebie dziwny dystans, który onieśmielał najodważniejszych. Nie to, żeby była jakaś specjalnie dumna i ponad wszystkich! Absolutnie nie! Była grzeczna i miła, ale było w niej coś co sprawiało, że w jej towarzystwie mężczyźni czuli się nieco onieśmieleni. Wszyscy bez wyjątku.
Najlepszym tego przykładem był właśnie Sergio, który oprócz tego, że był cenionym truckerem był także, a może przede wszystkim rekordowym pożeraczem niewieścich serc, a jednak on także, w rozmowie z Chicky, tracił swój tupet.
A przecież krążyły o nim najfantastyczniejsze opowieści, którym nie tylko nie przeczył, ale je jeszcze podsycał. Gdy Sergio włączał się na CB radio, można było być pewnym, że zacznie od słów: „wiecie chłopaki – spotkałem fajną dziewczynę...”.
No więc Sergio też jakoś nie miał do Chicky śmiałości i dlatego prosił mnie parę razy o małe lekcje polskiego, co miałoby mu ułatwić z nią kontakt. Trochę to jednak wyszło nie tak, bo zasugerowałem mu, żeby sobie raczej poszukał Włoszki, a nie zaczynał z Polkami. Zdaje się, że powiedziałem mu coś w rodzaju „nie dla psa kiełbasa” i wyszła z tego mała awanturka. Sergio był bardzo pewny siebie i wykrzykiwał, żebym mu nie dawał żadnych rad, bo żeby nie wiedzieć co, to dziewczyna i tak będzie „jego”!
W tym czasie Chicky przyjeżdżała dość często do naszego terminalu i czasami miałem okazję z nią pogadać, ale nie za często, bo zazwyczaj nie było na to czasu. Jak to w transporcie. Nieustanna gonitwa. Zresztą Chicky miała kogoś innego do rozmów, a mianowicie czołową saleswoman naszej firmy – piękną Toni, która cieszyła się oszałamiającymi sukcesami w zdobywaniu nowych kontraktów. Właściciel kompanii – Larry Robinson – darzył śliczną pracownicę specjalnymi względami. Wiedział ile jej zawdzięcza.
O ile Chicky była super ładna, o tyle Toni prawie jej dorównywała. W transporcie nie ma zbyt wiele czasu na zachwyty i romantyczne westchnienia, ale wierzcie mi, że gdy te dwie młode kobiety rozmawiały rankami na wielkich, pełnych rozgardiaszu i pośpiechu dokach – świat robił się jakiś milszy i piękniejszy. Robotnicy łagodnieli, wózki widłowe robiły mniej hałasu i nawet Feri Szakal – stary Węgier, który zwykle awanturował się o byle co, pracował w milczeniu spoglądając rozanielonym wzrokiem.
Któregoś poniedziałku, a było to pod koniec sierpnia, Sergio nie przyszedł do roboty. Nic wielkiego – może kac, a może zachorował. Minął wtorek, środa, aż wreszcie w czwartek zjawił się z wielkim opatrunkiem na twarzy. Spoglądał tylko jednym okiem. Powiedział, że miał spotkanie z jeleniem, który wyskoczył mu pod samochód, ale ci, którzy z nim rozmawiali i patrzyli prosto w to jego jedno, zdrowe oko, wiedzieli, że to nie był jeleń.
Nie wiadomo skąd pojawiła się wtedy plotka, że to Chicky, w odpowiedzi na jego zbytnie zaloty, tak urządziła kochliwego Włocha!
W tym też czasie miało miejsce zdarzenie, które chociaż pozornie niezbyt ważne, wiązało się jednak z Sergio, jego rozbitą twarzą, piękną Chicky, a także uroczą saleswomen, Toni.
Otóż któregoś dnia gdy w czasie przerwy na lunch, przyjechałem do naszego terminalu, byłem świadkiem dość fascynującej sceny.
Na małym skwerku, gdzie stały stoły piknikowe i dokerzy jadali zwykle swój lunch, zobaczyłem siedzącą na stole Toni.
Była ubrana w letnią, białą sukienkę. Siedział wyżej, nogi opierała o ławkę i z wielkim ożywieniem o czymś mówiła. Otaczał ją wieniec siedzących nieco niżej mężczyzn. Co jakiś czas wybuchała perlistym śmiechem, a wtedy odrzucała głowę i niesłychanie wdzięcznie potrząsała włosami. Wiatr podwiewał jej białą sukienkę, ale ona nie zwracała na to żadnej uwagi.
Pamiętam, że przyszła mi wtedy do głowy myśl, że to co robi Toni ma w sobie coś niebezpiecznego. Byłem wtedy pod wrażeniem niesłychanie brutalnego filmu pod tytułem „Oskarżeni” z Judy Foster, w którym atrakcyjna dziewczyna bawi się w prowokujący sposób z grupą podpitych wyrostków. Film kończy się dla niej tragicznie.
I rzeczywiście! Tak też się stało!
Był w naszej Firmie zwyczaj organizowania Halloween’owej zabawy. Przebieranki, maski, dobre jedzenie i obficie zaopatrzony, otwarty bar. Przyszli wszyscy. Także i zaproszona przez Toni, Chicky! Toni był przebrana za „dziewczynę Tarzana”. W krótkiej, lamparciej skórce zwracała powszechną uwagę.
W czasie oficjalnego otwarcia zabawy Larry Robinson parę razy tracił, w swoim przemówieniu, wątek. Jego wzrok mimo woli biegł ku pięknej pracownicy.
Chicky natomiast przebrała się za dziewczynę z Dzikiego Zachodu. Kowbojskie buty, skórzana kamizelka, dżinsowe szorty.
Zabawa nabierała rozpędu. Kierownictwo pożegnało się o jedenastej i dopiero wtedy zabawa zaczęła się na całego. Toni szalała, tańczyła, czarowała i wabiła.
Nagle jakiś straszny tumult rozległ się w bocznym korytarzu – tuż koło szatni i zaraz potem wszyscy usłyszeli awanturę. Paru mężczyzn otoczyło Toni, a paru innych tak skutecznie blokowało korytarzyk, że nikt nie mógł zobaczyć co się dzieje. Ktoś się śmiał, ktoś krzyczał, muzyka zagłuszała słowa. Toni myślała pewnie, że to zwykłe, pijackie wygłupy. Znała ich przecież. Jeszcze próbowała żartować, jeszcze się śmiała, ale kiedy poczuła spocone łapy i gorące oddechy, straciła ziemię pod nogami.
Ratunku! ratunku! – usłyszano jej krzyk.
I wtedy Chicky oderwała się od kogoś, z kim akurat tańczyła i roztrącając innych runęła w kierunku korytarza. Była jak oszalała. Porwała jakiś stołek i z całym impetem uderzyła w stłoczonych mężczyzn.
Ryki, szamotanina, rozgardiasz. Chicky kopała, tłukła stołkiem po głowach i wreszcie dopadła Toni, którą spłakaną i trzęsącą objęła ramieniem. W chwilę potem wpadła policja, strażacy i sanitariusze z ambulansu, bo jak zwykle w takich wypadkach, wszyscy przyjechali razem.
Toni położono na nosze. A co do pobitych to ani policja, ani lekarz nie mogli uwierzyć w to, że pobiła ich jedna dziewczyna. Zrozumiałem wtedy, że Sergio też nie spotkał się z jeleniem...
Toni odeszła z Firmy. Chicky też już nigdy nie widziałem. Jakiś czas potem dowiedziałem się, że obie prowadzą firmę transportową specjalizującą się w ekspresowych dostawach.
Sprawa awantury z dokerami ciągnęła się dość długo. Z biegiem czasu porozbijane łby się pogoiły, sprawa przycichła i rozgrzane emocje opadły. Było też parę aresztowań.
Właściwie wszystko wróciło do codzienności, ale pozostała jakaś dziwna chandra i poczucie winy. Bez tych dwóch miłych kobiet rozmawiających wczesnymi rankami na naszych dokach, firma nie była już taka jak przedtem. Czegoś brakowało i za czymś było żal...
Wkrótce potem inne sprawy zajęły naszą uwagę, ale w różnych rozmowach i truckerskich wspominkach nie raz i nie dwa przypominano piękną Polkę i jej nierówną walkę, z bandą pijanych mężczyzn, o przyjaciółkę.





Comments


Marcin63
Wasze komentarze (1) »
rudella
(2021-09-25 16:41:20)
Dobrze się czyta te historie. Nawet jeżeli puenty bywają gorzkie.
Zobacz więcej »

etransport.pl - nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum i autorów publikacji na stronach parking.etransport.pl. Osoby zamieszczające wypowiedzi i publikacje naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.