blog.etransport.pl
Podwójna ciągła
  
Teściowa, czyli granice wolności słowa.
2017-05-07
   Długo i dogłębnie zastanowiłem się, zanim opublikowałem ten wpis na blogu. Ponad rok słuchałem opowiadań, zwierzeń, od znajomych i nieznajomych kierowców. Historie różne, śmieszne, tragiczne, i takie tam do posłuchania. Wiele historii musiałem odrzucić, ze względu na ich powtarzalność, albo też nie dane było mi ich dosłuchać do końca - pauza się skończyła i ktoś musiał ruszać. Słuchałem tych opowieści czasem z uśmiechem, czasem zmartwiały z przerażenia. Piszę o nich, bo wszystkie dotyczą kierowców, i tylko od kierowców je usłyszałem. Nie podaję danych bohaterów, ani miejsc, w których ich spotkałem.  Powiem tylko, że dla każdego z moich rozmówców jego historia była jedną bardzo wielu, które przeżyli na styku relacji zięć - teściowa. 

 Historyjka pierwsza: Tomek, czerwony MAN vs. Janina, teściowa.
    Szliśmy z żoną na wesele. Dawno na żadnym nie byliśmy, cieszyłem się na to. Była okazja, żeby się ładnie ubrać, kupić parę fajnych rzeczy, a nie tylko dżinsy, flanela i chodaki, jak na codzień w kabinie.
Okupiłem się ja, okupiła się i żona.
  Jadąc na uroczystość podrzuciliśmy dzieci do dziadków, jechaliśmy już wystrojeni. Żona miała na sobie piękną suknię koloru złoty metalik, i elegancko do niej dobrane czerwone szpilki i torebkę. Weszliśmy do teściów, przywitaliśmy się  i teściowa rzuciła do żony: Sukienka ładna, fryzura ładna, ale w tych butach wyglądasz jak kurwa spod latarni. Nastrój zabawy prysł. Jak "cudownie" się bawiliśmy to się domyślasz sam.
Domyśliłem się bez trudu.

Historyjka druga: Jacek, biały Renault Master vs. Wanda, teściowa.
  Ożeniłem się na wsi. Ciężko było przywyknąć, ja chłopak z miasta, nie wiedziałem, którym końcem pług do traktora przypiąć. Nie rozumiałem mentalności i zwyczajów, no słowem trudno mi było. Nieraz chciałem pomóc w pracach, ale zawsze słyszałem warknięcie teściowej: Zostaw, nie umiesz!
Teść fajny chłop, ale z żoną swoją się nie spierał. Coś ze dwa lata go prosiłem, żeby pouczył mnie obsługi maszyn, bo miał taki mały zakład blacharski, takie tam, garaże, jakieś obróbki na dach, te rzeczy... Maszyn miał sporo, wiertarki pionowe, zaginarki, nawet gilotyny jakieś, można było cuda - cudeńka tam zrobić.Ile razy coś tam zaczęliśmy robić we dwóch, od razu ta  cholera wpadała: Zostaw, nie umiesz!
   Kiedyś teść coś tam robił na zaginarce. Nie zabrał paluchów na czas, jak puścił maszynę, to razem z paluchami, zgiął, zmiażdżył, wyłamał w cholerę!Stoi przy tej maszynie i wyje z bólu, wpadliśmy do warsztatu i teściowa się drze: pomóż mu, pomóż! - Nie umiem!!! odwrzasnąłem, na prawdę nie umiałem...

Historyjka trzecia: Henryk, biała Scania vs. Elżbieta, teściowa.
  Zawsze lubiłem czytanie. Kiedyś kupiłem okazyjnie piękne wydanie "Trylogii" Sienkiewicza, drukowane w Krakowie, 1890 rok, u Gebertnera i Wolfa, piękna oprawa, tłoczone złote litery, no cacko. Wiadomo, że po ponad 110 latach nie wyglądały jak wydane wczoraj, ale ta powieść pisana tą starą pisownią o zupełnie innym brzmieniu była po prostu cudowna!
 Mieszkaliśmy u teściów. Było na prawdę ciasno. Schowałem książki do kartonu. Gdy po kilku latach szliśmy z Martą już na swoje zacząłem tego kartonu szukać. Nie ma. Znikł. Przepadł. Pytam teściów, gdzie to może być, cholera, to miała być ozdoba domu, tego nowego. Coś tam marudzą, nie pamiętają.
W końcu teściowa pyta:
- Taki karton pełen starych książek, takich zniszczonych?
- Tak, mamo, takie stare książki tytuły wypisane złotymi literami, brązowe okładki....
- Aaaa.... Te starzywo to na rozpałkę już daaaawno wzięłam, takie toto stare było....
Bez komentarza.

Historyjka czwarta:Krzysztof, zielony Stralis vs. Marianna, teściowa.
  Zjechałem z trasy zmęczony jak rzadko. Żona nalegała, żebyśmy pojechali na zakupy. Dobra. Tak w połowie drogi okazało się, że nie wziąłem portfela i dokumentów. Nie ma problemu, zamieniliśmy się za kierownicą i  pojechaliśmy dalej.  Ogarnęliśmy zakupy, wracamy, a tu jak śniegiem nie sypnie, jak mrozem nie pieprznie, na ulicy w kilkanaście minut zrobiła się istna szklanka, no ustać na nogach nie było można! Widoczność prawie zerowa! Jedziemy, wleczemy się, wolno, wolniutko, ale co, jedno lekkie hamowanie, auto żonie zatańczyło, tyle, że kierownicę złapałem, bo w panice puściła, żebyśmy tylko w latarnię nie zajebali myślę sobie, ale nie, było tylko miękkie pierdut w rów! Gleba miękka, nie zdążyła jeszcze zmarznąć, zaryliśmy prawą stroną w rowie po przeciwnej stronie drogi.
Strachu więcej niż to warte, uszkodzeń prawie żadnych, wsiadłem za fajerę, dwóch przejeżdżających kierowców popchnęło, i jakoś auto stanęło znów na asfalcie.
  Komentarz od teściowej był taki, że gdybym nie był idiotą, i nie zapomniał dokumentów, musiałbym prowadzić, i nic by nie było, że dokumenty zostawiłem specjalnie, żeby nie prowadzić, żeby jej córce stała się krzywda, Jakoś rura stara nie dostrzegła, że też byłem w tym aucie. Mam najechane jakieś półtora miliona kilometrów, od Skandynawii, przez Turcję, po Kazachstan. I wiesz co usłyszałem na koniec? Że nie umiem jeździć i że się boję kierownicy!
Bez komentarza...
___________________________________________________________________________________

Dlaczego pisałem te cztery wybrane historie? Bo zastanowił mnie fakt całkowitej bezkarności starszych pań. Gdyby tak odzywał się któryś z nas, gdyby tak się zachowywał, a przypominam, że dla każdego z moich rozmówców była to jedna z wielu takich sytuacji, natychmiast miałby niebieską kartę i sprawę o znęcanie się nad rodziną. Ale nie starsze panie. Nie one. One są bezkarne w zatruwaniu ludziom życia. One tylko mówią. Tylko wyrażają swoje opinie. Cała ich kara to cięte dowcipy o teściowych.
 Było wiele programów społecznych, "Rodzić po ludzku", "Umierać po ludzku", jakoś nikt nie wpadł na pomysł programu "Teściowo daj żyć".
  Wiele z historii, których wysłuchałem, zakończyło się poważnym kryzysem małżeńskim lub nawet rozwodem, bo teściowa nie umiała zamknąć buzi.
    Nikt nie policzył rozpadów rodzin, rozwodów, załamań spowodowanych przez starsze panie, statystyk brak. Czemu o tym piszę? BO TO JEST PROBLEM SPOŁECZNY! Wstydliwa sprawa, o której się nie mówi, dyskretnie zamiata pod dywan, sprawa, za którą stoją ludzkie dramaty. To nie jest mój najlepszy tekst. Wiem. Ale trzeba w końcu zacząć coś z tym robić.
 
Yeti
Wasze komentarze (24) »
Leeon
(2017-05-07 17:48:10)
Uświęcony obyczaj: \"O umarłych dobrze, albo wcale\".
Dlatego posiedzę cicho, no chyba że mnie cholera weźmie. ; -)
capri
(2017-05-07 18:27:57)
Też miałam teściową. Byłabym mocno nie w porządku mówiąc o niej źle. W małych
sprawach bywało różnie (pewnie wina leżała po obu stronach, każdy jakieś racje miał),
w poważnych zawsze tak, jak powinno być (bo cel był wspólny, tylko metody
niekoniecznie). Jestem głęboko przekonana, że mieszkanie osobno zawsze ma istotne
znaczenie. Pozytywne.
Historie powyżej przykre, baby (niech będzie powiedziane mocno) wredne. Ale ja bym
jednak wysłuchała obu stron.
Piszesz, że coś z tym trzeba zrobić. Pewnie masz rację. Tyle że takie historie
mocno judzą, podkręcają to, co i tak napięte do granic, a tu trzeba szukać albo
porozumienia, albo izolacji.
trucking
(2017-05-07 19:19:06)
Grząski i śliski nieco temat poruszyłeś, Yeti..
Posiadam teściową od 18 lat (co gorsza pod jednym dachem) i perypetii z nią
związanych jest bez liku. Jeszcze do niedawna pół żartem, pół serio chwaliłem się, że
teściową mam lepszą od żony ; )
Dlaczego \"do niedawna\"... dyplomatycznie przemilczę ; )
Zobacz więcej »

etransport.pl - nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum i autorów publikacji na stronach parking.etransport.pl. Osoby zamieszczające wypowiedzi i publikacje naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.