blog.etransport.pl
Podwójna ciągła
  
Bimbrozja, czyli duchowi bracia Roberta Makłowicza.
2016-07-28

   Podróże kształcą. Wie każdy. Nie każda jednak podróż musi kojarzyć się z transportem dóbr czy towarów. Pociąg do podróży miałem zawsze, a pociągi dzielą się jak wiadomo na elektryczne, spalinowe, oraz erotyczne. Podróż, którą tu opiszę odbyła się pociągiem InterCity, klasycznie, kulturalnie, z kawą i wafelkami w cenie biletów.

Miły Boże, jakaż to odmiana jechać, a nie prowadzić, podróżować, ale być wiezionym.

Nie do opisania jest uczucie, gdy zamiast spędzonych sam na sam w kabinie godzin spędza się czas podróży ze współpasażerami! Ileż to spotkań, ileż rozmów, jaka mnogość tematów, jaka cudowna duchowa odmiana po CB-radiowych konwersacjach wciąż na ten sam temat, bo tu suszą, tam krokodyle, gdzieś wypadek, indziej zwężka, a w wagonie? Medycyna ( w Polsce każdy jest lekarzem), polityka ( wszyscy jesteśmy wieszczami wszechczasów i wszechnarodów), footbal ( każdy zna temat lepiej niż Pan Nawałka), religia, kobiety i oczywiście … alkohol.

   „Kto bimberek pije, ten przygody ma” mówi przysłowie, a zawsze tak jakoś dziwnie się układa, że alkohol i podróż nie idą ze sobą w parze, i nie mówię tu tylko o jeździe na podwójnym gazie.  
   W tę podróż udałem się z moim Tatą. Tata, jak to on, nienawykły do długich tras, domator zasiedziały, szybko znudził się widoczkami za oknem wagonu, zaczął się wiercić i narzekać z lekka, że to niby nie tak, to go z lekka mdli, że niby jakby głodny, ale pić mu się chce, i w ogóle tak jakoś...-Weźmie Tata aviomarin – mówię grzecznie.
-A masz?
-W bocznej kieszeni Taty torby.
-Eeee tam, aviomarin będę brał, wątrobę sobie psuł...
  W tej chwili do rozmowy włączył się zażywny starszy pan, o nosie lekko różowawym i jasnych, choć lekko zamglonych oczach i mówi:
-Aviomarin to najlepiej w płynie spożywać...
Tacie z lekka błysnęły oczy i tak, jakby sprawdzał tamtego mówi : -Ale też dietę trzeba zachowywać, żeby gorzej nie zemdliło...
-A najlepiej – dopowiada tamten – jak produkty domowe, swojskie, to wtedy zdrowe, nie szkodzą, o patrz pan! Tu wyciągnął w stronę Taty zdjęty z półki wiklinowy kosz. Czego tam nie było! Swojska kiełbasa, kaszanka, pieczony schab, kurczę z rożna, i co ciekawe, oprócz dużych solidnych pakunków także kilka mniejszych jakby wręcz gotowych na zagrychę...Tacie błysnęły oczy, tym razem naprawdę mocno!
-My też nie od macochy, panie szanowny...Sięgnął po torbę i powoli, starannie i delikatnie zaczął wyjmować spomiędzy ubrań starannie opakowane cwierćlitrowe butelki. Cztery? Nie, była i  piąta!
-Wiśniówka, nalewka imbirowa, orzechówka, druga wiśniówka z wanilią, i czysta z miodem; wszystko własne, albo z własnego owocu, albo własnej produkcji, panie!....
  Porozumienie między oboma smakoszami było tak oczywiste, że niemal namacalne gdyż obaj chrząknęli, zakrzątnęli się, rozłożyli wydobyte nie wiadomo skąd ni to serwety, ni to ręczniki i rozpoczęli wzajemną degustację. Do końca podróży pozostało wtedy jakieś trzy i pół godziny.
   Suto zastawiony stół i dwa i pół litra rozmaitych alkoholi. Wszystko zdrowe, bo przecież domowe, własnego wyrobu. Gdy wysiadaliśmy ( a ja pić nie mogłem, bo z powrotem mieliśmy wracać świeżo zakupionym autem, po które właśnie jechaliśmy) zastanawiałem się, który z domowych produktów zaszkodził obu starszym panom aż tak bardzo, gdyż obaj ledwo zipali i mieli spore trudności z utrzymaniem pozycji wertykalnej. Miłego towarzysza podróży z dworca odebrała zdaje się córka, która z klasycznym zrzędzeniem „ale się tatuś urządził, jak tacie nie wstyd?” odprowadziła go do taksówki.
  Na moje pytanie o sens zabierania w drogę spożycia takiej ilości alkoholu i smakołyków mój Tata odpowiedział z czkawką:
- Nowy zakup... hyyyp.... trzeba opić, nie?....-
- Ale myśmy tego auta na oczy nie widzieli, nawet go jeszcze nie kupiliśmy!
-Opić trzeba.... A czy przedtem.... hyyyp.... czy potem, jaka to w sumie różnica?....

Doszedłem do wniosku, że źle ustaliłem podział pociągów, do elektrycznych, spalinowych erotycznych należy dodać jeszcze jeden, a w zasadzie dwa: do kieliszka i do talerza.


Od czasu do czasu dwaj starsi panowie udają się na pocztę w swoich małych miejscowościach. Potem Polska Poczta przewozi niewielkie, ale miłe dla obu panów paczki. W jedną stronę - swojskie wędlinki, w drugą butelki z rozmaitą zawartością. Pewnie dwaj starsi panowie nigdy się już nigdy nie zobaczą. Ale... cóż, przynajmniej raz na jakiś czas odżywają w nich  wspomnienia;)

                                                            SUMMA SUMMARUM

    Pisze Robert Makłowicz w swojej książce „Cafe Museum” cztery słowa, które idealnie pasują do opisanej sytuacji: „sve je ovo domaće” czyli „to jest domowe”, którymi to słowami mieszkańcy niedalekiej przecież, a tak pięknej i przyjaznej Dalmacji określają te produkty i napoje, które wytworzą sami, i które w ich mniemaniu są najlepsze, właśnie dlatego, że domowe.

I rację ma szanowny Pan Robert, bo nim dojechaliśmy do miejsca, w którym na Tatę czekał jego nowy samochód, był on niemal całkowicie przytomny. Rzeczywiście, opicie zakupu „przed” a nie „po” nie sprawiło już żadnej różnicy.

Podróże kształcą, mówią jedni. „Podróże kształcą, lecz drogo kosztują” replikują inni.

Dlatego nie mówiliśmy w domu o stuzłotowym mandacie, który otrzymał, gdy rozstając się z miłym kompanem podróży rozpijali na dworcu rozchodniaczka.
   Zastanawia się pewnie parę osób czemu tak luźno związany z transportem, niemal wakacyjny tekst umieszczam na blogu. Luźno związany? Wakacyjny A skądże! Przecież jest i transport, bo kolej, i powrót autem, i dobre domowe przetwory, jak na kuchniakierowcy.pl, i to, co nas otacza, czyli życie, po prostu życie... ;)
Yeti
Wasze komentarze (4) »
Yeti
(2016-07-28 20:12:55)
W prywatnym chacie pojawiło się pytanie co to jest BIMBROZJA. Odpowiadam: jest zbitka
dwóch słów: BIMBER i AMBROZJA, to znaczy samodzielnie wyprodukowany alkohol i nektar
bogów greckich, co w dalszym rozumieniu oznacza napitek alkoholowy bardzo wysokiej
jakości wytworzony własnoręcznie. Przepraszam, jeśli tytuł jest mało zrozumiały; )
Leeon
(2016-07-28 20:55:59)
Swojskie wyroby! Kto je dzisiaj docenia?
Młodzi? Niekoniecznie!
Star zy? Pewnie tak, ale zamiast coś zrobić samemu, wolą poopowiadać o tym, jakie
to cudeńka dziadunio nieboszczyk robił.
A że ja jestem w wieku - już nie tatowm, a dziadkowym, swój wolny czas poświęcam na
robienie... a to kiełbasek, a to kaszanek, a to... destylatu. Lubię tym potem
kolegów nakarmić i napoić.
Nie żebym się chwalił, ale wszyscy którzy to spożywali... mają się dobrze i żyją.

Gdybyś się kiedyś głodny lub spragniony (albo oba na raz) poniewierał w okolicy
Milton Keynes to... telefon znasz. ; -)
trucking
(2016-07-29 07:35:01)
Leeon... a jak ja ciut przed czterdziestką, to ja stary czy młody... ? Bo swojskie
wyroby doceniam jak najbardziej... chlebek pieczony przez Małżonkę... Tatową
orzechówkę... o cytrynówce szwagra nie wspomnę... ślinotok murowany na samą myśl...

Yeti... przypomniałeś mi moją ostatnią podróż PKP bodajże w 2008 lub 2009r kiedy
przyszło mi zostawić auto na bramkach w Balicach i wracać na ziemię lubuską... w
sumie cała historia z tym związana (bo to nie takie hop siup było) chyba nadałaby się
na bloga, tylko się zebrać nie mogę ; )
Zobacz więcej »

etransport.pl - nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum i autorów publikacji na stronach parking.etransport.pl. Osoby zamieszczające wypowiedzi i publikacje naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.