blog.etransport.pl
Podwójna ciągła
  
Żeglujący w mroku
2012-01-25
Kim jesteśmy my, kierowcy? Co daje nam siłę do wykonywania tego, a nie innego zawodu? Skąd bierze się ta przedziwna pasja, często rujnująca nam życie rodzinne, pasja, której pozostajemy wierni mimo przeciwności? Przecież ta praca wcale nie należy do łatwych i bezpiecznych, nie jest specjalnie prestiżowa, ani poważana społecznie. Co w niej jest takiego, że przyciąga i nie odpuszcza?
  Kiedy szary zjadacz chleba widzi zestaw, solówkę, czy busa – widzi tak naprawdę pojazd, jakby nagle  zapominał o tym, że przecież w środku siedzi żywy, myślący, czujący człowiek.
   Hasło: „Jedzie TIR” zamyka temat, jakby Scanie, Volva, Renówki miały własną inteligencję i wolną wolę i jechały same. A przecież nawet najpiękniejsze auto bez kierowcy w środku jest tylko bryłą z metalu i plastiku, której ludzki umysł nadał kształt i kolor. Ludzie zapominają o nas, o kierowcach, jakbyśmy byli częściami auta, którymi jedziemy. Może i faktycznie tak jest, bo czym jest kierowca bez swojego auta? - Sierotą....
  Laickie  określenia pozbawiają nas, kierowców pierwiastka ludzkiego, niejako unifikując nas z prowadzonymi pojazdami, odczłowieczają nas, czyniąc z nas tylko formę żywego mechanizmu do prowadzenia samochodów. W sumie nie robią nam krzywdy tym twierdzeniem, bo przecież prowadzimy auta w dużej mierze automatycznie, bo przecież nie tyle obsługujemy auto, ile  raczej  myślimy o tym co trzeba zrobić, a ręka sama znajduje właściwy przełącznik, albo zmienia bieg, albo wrzuca kierunek...
  Co zaskakujące – my sami tych zjawisk nie zauważamy i ja sam wpadłem na to  dopiero pisząc te słowa.
Ale...
No właśnie, zawsze jest jakieś „ale”...
   W naszym przypadku  słowo „ale” oznacza akceptację tego, o czym napisałem wyżej. Jest to milcząca zgoda na instrumentalne traktowanie naszej ciężkiej pracy, zgoda wypływająca z tego, że zwykły Kowalski nie ma pojęcia o tym jak ta nasza praca w zasadzie wygląda. Zwykły Kowalski nie wie, ile radości ona daje, jak potężnego kopa, ile adrenaliny i jakie poczucie własnych możliwości, jak silnie uzależnia. Ktoś, kto nie siedzi w tym na co dzień po prostu tego nie chwyta.
Potrafimy rzeczy, o których inni nie mają bladego pojęcia.  Żyjemy w sposób, jaki dla innych jest nie do pomyślenia, bo jak można spać w samochodzie, gotować na butli, zawierać weekendowe przyjaźnie, i traktować parking jak własny dom? To, co dla innych niewyobrażalne dla nas jest codziennością.
   Specyfika pracy wykształciła odrębny język, do tego stopnia wchodzący w krew, że niejednemu i niejednej z nas zdarzyło się po niedzielnym obiedzie przy domowym stole powiedzieć „podziękował” zamiast „dziękuję”.
  Z drugiej strony; przecież z politowaniem patrzymy na kierowców osobówek,   dla których sensacją jest przejechanie 300km., którzy padają ze zmęczenia, gdy my dopiero zaczynamy się rozgrzewać. Dla nich czekanie na Mac Drive przez 20 minut jest powodem do zdenerwowania, dla nas stanie pod rampą przez 8 czy 10 godzin jest po prostu małą niedogodnością. Raczej nie liczymy na zrozumienie z ich strony, oni na  wyrozumiałość z naszej strony chyba też nie. Oni sobie, my sobie.
  Jak nazwać to niekreślone „coś” co sprawia, że widząc gościa w tramwaju czy  w restauracji instynktownie wyczuwamy w nim kolegę po fachu? Czemu jesteśmy dumni z zawodu, którego inni ludzie nie doceniają?
Jedni prowadzą w nocy auto.
My – żeglujemy w mroku.
I to jest ta różnica.



 Ś.P. Jarkowi Łapińskiemu ( wd40)
poświęcam.
Yeti
Wasze komentarze (19) »
mateux
(2012-01-25 20:54:04)
Po prostu piekne!
dyzio
(2012-01-26 11:17:12)
Gratulacje Yeti :)
jędza
(2012-01-26 19:53:03)
Yeti nie mogę napisać, że Cie uwielbiam bo oskarżą mnie, że do końca zwariowałam...

Lubię to !!!
Zobacz więcej »

etransport.pl - nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum i autorów publikacji na stronach parking.etransport.pl. Osoby zamieszczające wypowiedzi i publikacje naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.