blog.etransport.pl
Podwójna ciągła
  
Ochroniarze rządzą światem...
2011-12-23

Szanowni Koledzy i Koleżanki Kierowcy, w tym tekście chciałbym poruszyć ciekawy fenomen pośrednio związany z transportem. Mam na myśli ochroniarzy zatrudnionych w różnych firmach, konkretnie ich zachowania i niewytłumaczalne poczucie wszechwładzy, ale też odruchy serca czysto ludzkie. Zauważalna jest biegunowość zjawiska, albo ochroniarze dają z siebie wszystko, albo są tęp ijak średniowieczne tarany. Nie ma obojętność, jest albo love, albo hate.

Jak wszyscy wiemy praca ochroniarza nie jest najlepiej opłacaną pracą w Polsce.

Zatrudnieni tam ludzie dzielą się w zasadzie na dwie kategorie: tych, którzy strzegą eleganckich biurowców i tych strzegących zwykłe firmy produkcyjne. O ile z tymi pierwszymi nie ma zasadniczo problemu, bosą to osoby zaskakująco miłe i nierzadko wykształcone, o tyle z kategorią drugą bywa różnie.

W mojej pracy spotykam się głównie z tymi drugimi i niestety, sporadyczne są przykłady ludzkich odruchów. Nie twierdzę, że wszyscy są źli, ale ….

No właśnie, ale....

Łódź, Poska, 2 tygodnie przed Bożym Narodzeniem

W niedzielę miałem się załadować do Niemiec. Podjeżdżam pod szlaban na firmie.

  • - Dzień dobry, mam załadunek o 10.00 na Niemcy.

  • - Jest za dwadzieścia dziesiąta, proszę przyjść o czasie.

Rozglądam się, jest pusto, żadnych aut, a ten mnie docenia jak kapral kota na kompanii. Dobra, może go ząb boli, albo może mu żona nie dała, nie ma się co stresować.

Wracam o10.00.

  •  - Jest dziesiąta, możemy już działać?

  •  - Nie, proszę się wrócić do auta po kamizelkę.

  •  - A nie mogę założyć jak będę wjeżdżał? Będziesz mnie pan ganiał po tym deszczu?

  •  - Nie, na terenie zakładu obowiązuje kamizelka.

Grzecznie wracam do kabiny i ubieram kamizelkę. Biorę od przypadku wszystkie dokumenty, i  wracam do okienka. Koleś spisuje moje numery, dane osobowe, i mówi:

  • - Poczekaj w aucie.

  • Jaki „Ty”? Brudzia sobie nie przypominam..... Wkurwiłem się. Jestem sam jeden do załadunku, nikogo, a ta menda w tanim mundurku mnie tresuje?

O 11.00przyszedł, i mówi:

  •  - Nie ma takiego ładunku. Pan przyjedzie jutro.

  •  -A kto zapłaci za paliwo? Zwróci mi Pan?

  •  -No to trzeba dzwonić do spedycji, my nic nie wiemy....

  •  -Jest niedziela, nikt tam nie robi, a pan ma wszystko, moje dane, auta, numer referencji, i mówi mi Pan, że ładunku nie ma? Puść mnie pan do tego biura, pogadam z waszym logistykiem...

  •  -Mówię, że nie ma, to nie ma.

Stojędalej. Telefon się gotuje.

Za dwie godziny okazało się, że mimo interwencji ze strony zleceniodawcy załadunek nie jest możliwy bo.... bo nie ma mnie w Łodzi!!!

Seria telefonów, wielki krzyk! Grzecznie poprosiłem adres mailowy spedycji i podjechałem na najbliższy Mc Donald, skąd po sfotografowaniu przesłałem mailem paragon ze stacji benzynowej najbliżej miejsca załadunku oraz z McDonald. Paragony był z godziny 9.38. i 14.03. Nadal nic, ładunku nie ma!

O 18.00zmieniła się obsada ochrony, przez chwilę byli moi oprawcy i nowa zmiana. Idę do tych nowych. Tłumaczę co i jak. Pani z nowej zmiany chwyta za telefon, dzwoni tu i tam. Wyjaśnia, tłumaczy, pyta. Widzę jej wzrok, gdyby mógł zapalać, tamci z dziennej zmiany spłonęliby żywcem.

Znów seria telefonów, i teraz z płaczem przylecieli ochroniarze

  • - Ale żeś nas pan wpierdolił na minę, z roboty nas wyrzucą!.

  •  -A wy mnie nie??? Jak mając auto przed szlabanem możecie twierdzić, że mnie tu nie ma? Ślepi jesteście? Może naprawdę nie nadajecie się do tej pracy? Trzymacie mnie od 9.00 rano!

  •  -Ale gość co dzwonił pytał, czy pan stoi na firmie, a przed szlabanem nie jest na firmie tylko na terenie zewnętrznym.....

Nagle okazało się, że ładunek jest, że czeka na mnie od 8.00, tylko niepiśmienny ochroniarzyna zamiast w rubryce „Miejsce Rozładunku”zapisać Kippenheim, zapisał „Kirchheim”. A do tego miasta faktycznie ładunku nie było...

15 minut później wyjeżdżałem z firmy, żegnany ponurym spojrzeniem debila w mundurku z napisem „Solid Security”. Patrzył tak, jakbym mu zrobił w w chacie 11.września.


Bardzodziękuję Pani Krystynie, Pani Kasi, i Panu Mirkowi z wieczornej zmiany ochrony za pomoc i zrozumienie.


Gliwice, Polska, połowa września tego roku

Przy transporcie mebli do pewnej firmy w Gliwicach zewnętrzna spedycja źle określiła czas rozładunku. Przyjeżdżam: zamknięte, nic dziwnego, sobota.... Wychodzi Pan Ochroniarz. Mówię mu co i jak, a on prosi na kawę, bo sprawa chwilę zajmie. Wydzwonił chyba ze 6osób. Przyjechała załoga interwencyjna, bo sam nie mógł ze względu na alarm otworzyć rampy. Pomógł rozładować. Podpisał papiery z numerem dowodu, bo pieczątki nie było. Wieczorkiem byłem już w domu.


Amsterdam, Holandia, sierpień bieżącego roku

Podstawiłem się do dużej japońskiej firmy za załadunek do Polski.Przyjechałem nieco przed ósmą, a że ruch był duży, a wjazd na firmę z ulicy, więc widząc otwarte szlabany wjechałem na teren, aby nie blokować przejazdu, ale grzecznie zatrzymałem się natychmiast za szlabanami.

Ochroniarz wybiegł, naubliżał mi od polskich świń, zrobiła się awantura ido Polski zjechałem, ale przez Hiszpanię i 9 dni później.Ciekawie brzmiało określenie „Ty polska świnio” w ustach czarnego jak usmarowany sadzą kret w żałobie ochroniarza. W czasie następnej wizyty w tej firmie, gdy mnie tam przeproszono, dowiedziałem się, że był z Ghany.

Był, bo już nie pracuje. Zwolnili go za rasizm.


Ashton, Anglia, lipiec 2010

Kiedy w aucie mojej koleżanki Joanny padła skrzynia biegów i stała ona dwa dni unieruchomiona czekając na pomoc, ochrona firmy, z której nie zdołała już wyjechać zorganizowała dla niej wszystko, z pokojem gościnnym firmy do jej dyspozycji włącznie, pralką, prysznicem, kawą i całą resztą luksusów. Żona jednego z ochroniarzy przyniosła jej ciasto i kurczaka. Mimo posiadania przez nią komórki udostępniono jej telefon, o necie nie wspominając..

Obcy kraj, obcy ludzie.


Podałem kilka przykładów pracy ochrony, tych dobrych też, żeby nie było, że tylko obrażać umiem i nie doceniam ich pracy.

Może Koleżanki i Koledzy mają jakieś fajne doświadczenia z firmami ochroniarskimi, nie koniecznie polskimi? Podobno niezłe są rumuńskie?

Proszę o komentarze.

Yeti
Wasze komentarze (9) »
PawełWWA
(2011-12-23 18:55:00)
Jak dotąd byłem na Węgrzech, Dunaharaszti, dzielnica przemysłowa. Węgrzy na ochronie
nie kumali ani angielskiego, ani polskiego, rosyjskiego również nie. A ja
węgierskiego wcale. Firma produkująca elementy do klimatyzacji. Wystarczyło przyjść z
czajnikiem elektrycznym, pokazać, mogłem zaparzyć wodę. Następnego dnia kiedy szedłem
z papierem toaletowym w najbliższe krzaczory, ochroniarz sam z siebie zawołał mnie do
strażnicy i pokazał kibelek. Także myślę, że kultura zależy od człowieka.
Yeti
(2011-12-23 19:58:56)
Oj, Pawle, to musiałeś mieć już bardzo krucho z żywnością, skoro samą wodę
zaparzałeś; -) Ja zazwyczaj zaparzam kawę lub herbatę; -) A co do zależności zachowań
od poziomu dobrego wychowania, to zgadzam się w 100% ; -)
PawełWWA
(2011-12-24 21:35:38)
Skrót myślowy :D Dwa w jednym, że zagotować wodę i zaparzyć herbatę :D
Zobacz więcej »

etransport.pl - nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum i autorów publikacji na stronach parking.etransport.pl. Osoby zamieszczające wypowiedzi i publikacje naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.