blog.etransport.pl
Okiem Shellmy
  
Miłość w czasach kryzysu ;>
2009-06-22


   Kryzys nie jedno ma oblicze - może być kryzys w gospodarce, może być kryzys wartości. Swego rodzaju formą kryzysu w związku jest konieczność rozstawania się.

    Sądzę, że większość z nas zna piosenkę Maanamu pt. "Kocham Cię Kochanie Moje" i słowa:

 "(...) Kocham cię kochanie moje,
Kocham cię, a kochanie moje
To tęsknota nieskończona.
Kocham cię, a kochanie moje
To rozstania i powroty. .."



   Współcześnie wiele par żyje "na odległość". Ludzie decydują się na takie rozwiązanie z różnych względów, które zostawimy na tzw. "innym razem"  (bądź Ad Calendas Graecas ;>). Wspomnę tylko, że nie zawsze są to kwestie materialne. Niektórzy po prostu mają potrzebę życia z kimś, ale jednak - osobno.

    Szczególny rodzaj rozłąki pojawia się w związkach, w których partner jest zawodowym kierowcą. Tematyce tęsknoty poświęcone są liczne wątki, pojawiają się tysiące wpisów. Często bije z nich żal, gorycz. Cierpią obie strony. Zwykle winą za taki stan rzeczy obarcza się przymusową odległość, nieudolność spedytorów, pazerność właścicieli firm. Innymi słowy - czynniki zewnętrzne. W tym wszystkim umyka meritum - nie jest nim fizyczna odległość partnerów, ale - emocjonalne oddalenie.

   Żona jest pochłonięta przez domowe obowiązki: pranie, sprzątanie, gotowanie, dzieci, szkoła, lekarze, rachunki, drobne awarie i większe naprawy, problemy w rodzinie, wśród przyjaciół. Fizyczne zmęczenie wzbogacone brakiem emocjonalnego wsparcia. Kobiety nie potrzebują zbyt wiele - ot, raz na jakiś przytulić się, w męskich ramionach naładować akumulatory, wygadać się. A mąż? Czasami odbierze telefon, odpisze na sms-a, a czasami - nie (brak zasięgu? zbyt drogi roaming? śpi? ma załadunek? nie chce?). Mnożą się myśli w zmęczonej głowie, czas płynie. Pojawiają się chwile zwątpienia, braku zaufania. Są one przeplatane momentami słodkiego uniesienia na samo wyobrażenie powrotu męża, wspólnego spędzenia czasu. W głowie roją się już weekendowe (tygodniowe - w zależności od systemu pracy) plany. Pojawia się pragnienie, by choć na chwilę móc zrzucić na kogoś (ewentualnie: podzielić się z nim) męczącymi obowiązkami: ominąć kilka wyjść z psem, uniknąć kolejnego spotkania z mechanikiem, nie musieć wyrzucać śmieci itd. A tymczasem namiastką bliskości są telefoniczne rozmowy z krewnymi, krótkie spotkania ze znajomymi, seriale. Wir obowiązków pozwala nie myśleć, nie tęsknić. Eh, tylko te samotne wieczory, puste łóżko...

    Mąż - tysiące kilometrów na liczniku. Zmęczenie. Monotonia przeplatana ze starciami z magazynierami, szefem, spedytorami, kolegami, jakieś techniczne usterki, błędy drogowców, uciążliwe kontrole. Ciągle w drodze. Zmieniają się krajobrazy. Po jakimś czasie - wszystkie są takie same. Samotność, jedzenie "z puszki", prozaiczny problem: "gdzie zrobić kupę?", czy "uda mi się dziś zaliczyć cywilizowany prysznic?". Jakieś irytujące sms-y, ponaglenia, opóźnienia, przesunięcia. Tęsknota za domem, azylem, ciszą.

    Spotkanie - powitalna euforia, uściski. Krótka chwila radości i - mąż dostaje smycz do ręki. On - głodny, zmęczony, spragniony ciepła. Ona - krząta się, zadowolona, że może dokończyć przygotowywanie posiłku bez konieczności przerywania czynności spacerem z psem. Przecież szykuje pyszny i obfity posiłek na powitanie męża. Tylko dlaczego on miał tak skwaszoną minę, gdy dostał smycz? Przecież to ja cały tydzień (dwa, trzy?) wyprowadzam psa na spacer - jeden raz chyba mu korona z głowy nie spadnie? On: tylko pies cieszy się na mój widok, gdy wracam. Dlaczego nie mogę w końcu po prostu usiąść we własnym fotelu? Ten jeden raz na tydzień? On wraca, jest jeszcze bardziej zmęczony i ma żal o tę niespodziewaną eskapadę. Ona - wyrzuca z siebie, że mąż jest nikczemnym samolubem. Dzieci profilaktycznie zaczynają chodzić na palcach... Gdy już opadną emocje i pojawia się chęć naprawy sytuacji - mąż już musi zbierać się do następnej trasy. Nie ma czasu na poważne rozmowy. Okoliczności już nie sprzyjają. Są tylko nerwowe przygotowania do trasy. Rozstanie w smutku, z ciężarem niedomówień. I zaś czas na rutynowe obowiązki, marzenia, wyobrażenia, tęsknoty i nowe obawy - przed kolejnym spotkaniem.

    To tylko jeden z możliwych scenariuszy, podczas którego nakręca się spirala nieporozumień. Mijają się oczekiwania partnerów, ich wyobrażenia o możliwościach wspólnego spędzenia czasu. Mąż irytuje się, że żona spędza czas przed telewizorem oglądając serial, zamiast - z nim. Wychodzi z kolegami na piwo. Żona ma żal, że partner nie szanuje jej rytmu dnia, nie rozumie potrzeby oderwania się od rzeczywistości podczas przeżywania losów fikcyjnych bohaterów. Nie rozumie, dlaczego mąż od wspólnego "kanapowania" wybiera kanapę, ale w knajpie. Wzajemne oskarżenia o egoizm, brak empatii. Żal podpowiada słowa, których później żałuje się. Ona: Bez ciebie w domu jest ład i porządek! Traktujesz dom jak hotel!  On: W trasie nikt na okrągło nie zrzędzi i nie narzeka, a kierownica nie wyrywa się, gdy ją obejmuję!

    Sęk wtym, że partnerzy za bardzo koncentrują się na rozpatrywaniu własnych krzywd, pogrążają się w nich. Brakuje otwarcia się na drugą stronę. Zamiast dążenia do scalania relacji, pojawia się nieświadoma tendencja do ich rozluźnienia. I ten problem nie wynika z odległości. Odległość jest tutaj narzędziem, które ten proces przyspiesza, sprawia, że staje się bardziej wyraźny, widoczny.

   Związek jest to "instytucja", nad którą trzeba intensywnie pracować. Nie można odpuścić sobie, trwać. Ładnie oddają to słowa "[...] miłość trzeba budować, odkryć ją to za mało." * Konieczne jest dopuszczenie do siebie świadomości, że nie jesteśmy ofiarami związku, czy - okoliczności. Przeciwnie - jesteśmy budowniczymi naszego losu, a zarazem - partnerstwa. Mamy wolną wolę, możemy decydować o jakości naszego życia. Jeżeli partnerów łączy miłość - jest o co walczyć. Koniecznie jednak trzeba pamiętać, że ma to być walka ramię w ramię o wspólne dobro, a nie - walka przeciw sobie, ponieważ sztuka kompromisów nie jest "przeciąganiem liny".

    Bez względu na to, czy związek jest szarpany częstymi rozstaniami, czy też partnerzy są blisko siebie - zawsze  najważniejsza jest wzajemna komunikacja. Nikt nie posiadł umiejętność czytania w myślach. O naszych potrzebach, pragnieniach, wyobrażeniach powinniśmy mówić głośno. Ale to tylko jedna strona medalu, ponieważ komunikacja, to również otwarcie się na oczekiwania, marzenia, problemy partnera. Proporcje biorca/dawca muszą być zachowane. To od nas zależy, jak będzie wyglądać nasz związek. To od nas zależy, czy skoncentrujemy się na budowaniu muru, czy - mostu.

    Aby iść do przodu, nie można żyć przeszłością. Owszem, ona buduje fundamenty i nie można jej lekceważyć. Jednak powinna zostać tam, gdzie jej miejsce -  z tyłu. Nie można koncentrować się na rozdrapywaniu ran, stawiać się w pozycji ofiary (oj, jaka ja biedna, samotna, opuszczona - mąż daleko, obowiązki przytłaczają, nie ma do kogo przytulić się, lata mijają). Albo zgadzamy się na kompromis, jakim jest praca jednego z partnerów poza domem, albo - nie. Wspólnie należy oszacować bilans strat i zysków (zarówno materialnych, jak i - emocjonalnych, psychicznych). Narzekaniem na swoją dolę niczego nie zmieni się - oprócz zrażenia do siebie innych (od partnera po bliższe i dalsze otoczenie). Pogłębi się uczucie osamotnienia. "Ofiary" wzruszają, ale na krótką metę. Nikt za nikogo życia nie przeżyje - można pomóc w udrękach, ale nie można kogoś "życiowo wyręczyć". Warto uczciwie oszacować, na co tak naprawdę mamy wpływ i podjąć działania w tych obszarach. Nie mamy wpływu na uczucia i emocje innych ludzi, ale na własne - owszem. Jeżeli czujemy, że nie jesteśmy w stanie udźwignąć ciężaru, jakim jest długotrwały brak partnera - popracujmy nad tym. Zawsze są jakieś alternatywy. Trzeba tylko rozejrzeć się.


    "Czasem dopiero na skrzyżowaniu człowiek zaczyna zastanawiać się - dokąd idzie."Władysław Grzeszczyk (Parada paradoksów).

    Skrzyżowanie w powyższym zdaniu proponuję potraktować jako synonim kryzysu w związku.  Wiem, że każdego dopadają czasami chwile zwątpienia. Warto, by nie dać się wtedy ponieść fali negatywnych emocji, ale uwierzyć we własne siły sprawcze. Punktem wyjścia do uruchomienia tego, co pozytywne jest CHĘĆ. Życzę konstruktywnych refleksji :-)





* Źródłem cytatu jest powieść "Czarownica z Portobello" (autor: Paolo Coelho). I na zakończenie krzepiące słowa z tej samej powieści:


[...]ale prawdziwa miłość przetrwa każdą rozłąkę.


Buźka!


(nie mogłam się oprzeć - jeden z użytkowników forum tak zwykł kończyć niektóre swoje posty - zainspirował mnie ;>)







Shellma
Wasze komentarze (173) »
gasipies
(2010-11-28 15:34:48)
Ciągle pod wrażeniem. Pod bardzo pozytywnym wrażeniem.
Nadulak
(2010-11-29 20:37:49)
Święte słowa :) Boże dziękuję Ci że mamy to już za sobą :) Nigdy więcej kierownicy
!!!
EMERYT-125
(2010-12-10 08:34:43)
Polecam ksiazke; Autor J. Krishnamuti, tytul WOLNOSC OD ZNANEGO. Jest w niej wszystko
czego potrzeba na terazniejszosc.
Zobacz więcej »

etransport.pl - nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum i autorów publikacji na stronach parking.etransport.pl. Osoby zamieszczające wypowiedzi i publikacje naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

Shellma o sobie

O mnie? Nie lubię pisać o sobie. Inni robią to za mnie. Dużo tego było, nie sposób ogarnąć:D. A że lubię cytaty, o to jeden z nich: "~Ł ysy (2009-06-03 12:55:44) Jednym słowem, prawda boli zakłamane owieczki. Shellma tak trzymaj, wal prosto w zakłamane patrzały. Jest to jedyny sposób dotarcia do hipokrytów.".