blog.etransport.pl
Po prostu miodnie
  
Kierunek - Zachód!
2013-08-22
Po dłuższej nieobecności spowodowanej "niezaplanowanym urlopem chorobowym" (tak, tak, 800 zl za miesiąc, uroki brania "reszty" pod stołem) w końcu wróciłem na trasę. Zmiana pracodawcy i zmiana samochodu na inny zawsze wiąże się z dreszczykiem emocji, związanym z odkrywaniem czegoś nowego. Dodatkowo, gdy dochodzi zmiana kierunku w którym operuje firma - powstaje wybuchowa mieszanka niewiadomych, przyprawiających o szybsze bicie serca!

Czerwone Volvo FH, które moim oczom ukazało się przed pierwszą trasą diametralnie różniło się od dotychczasowych samochodów - zadbane, wypolerowane, czyste i pachnące. Nie najnowsze, ale zadbane i trzymane cały czas w jednej firmie. Po szybkim przepakowaniu dobytku do nowego "domu" otrzymałem pierwszy raz w życiu "czarną teczkę". Pliki dokumentów, certyfikatów. Instruktaż w firmie sprowadził się do krótkiej rozmowy na temat zachowania na "zachodzie". Gdzie wykupić TollCollect, gdzie wykupić winietę na kraje Beneluksu. Szybki przegląd trasy i wybranie odpowiednich autostrad, zaplanowanie wspólne miejsc postoju (pierwszy raz zdarzyło mi się, bym dostał zaplanowane miejsca!). 

Załadunkiem na zachód okazały się koncentraty soków w beczkach. Po rannym załadunku w nie dalekiej odległości od bazy - w końcu obrałem ten kierunek - zachód! Po mozolnej, prawie dwudniowej przeprawie przez nasz piękny kraj moim oczom w końcu ukazał się napis w obcym języku - Willkommen. 

Pierwsze, co uderzyło mnie w Niemczech - niemiecki ordnung. Jest zakaz 80kmh i zakaz wyprzedzania. Nikt na radiu nie popędza, nikt nie próbuje wyprzedzać, wszyscy jedziemy zgodnie z przepisami. Lubię To!

Pierwszy postój w Niemczech wypadł na Rasthof w Melle - tym, na którym "ponoć
 wszyscy jadący na Beneluks przez Oldenzaal kupują winiety. Byłem w szoku, że większość ciężarówek była na polskich rejestracjach - spodziewałem się raczej większego zróżnicowania, niż to które zastałem. Po krótkiej "rozmowie na parkingowej akademii" dowiedziałem się nietypowej teorii - "Rasthofy są dla Polaków, inni mają Autohofy". Coś w tym musi być, skoro na każdym kolejnym "zajeździe" stały w większości tylko Polskie ciężarówki. 

Kolejny dzień rozpoczął się wcześnie rano, o 3 w nocy pooglądałem sobie pędzące autostradami supersamochody, przy których moje Volvo wydawało się, że stoi w miejscu. Zaskakujące jest to, że w dzień nawet posiadacze tych lepszych aut nie próbują "grzać ile fabryka dała" tylko elastycznie dostosować się do prędkości większości - Lubię To!

Wjazd do Holandii odbył się niezauważalnie i gdyby nie widoczne znaki i delikatna zmiana nawierzchni nie poczułbym zupełnie różnicy między tymi dwoma krajami. Nawigacje ciągle wskazywały wiele kilometrów do celu, a ja podziwiałem niespotykane w Polsce rozwiązania techniczne. Największe jednak wrażenie zrobił na mnie kanał, przechodzący nad autostradą po którym płynęła barka. Niezapomniane! Zaskoczeniem był dla mnie również czasowo "wyłączany" trzeci pas autostrady - oddzielony linią ciągłą, ze znakami świetlnymi sterującymi ruchem. W nocy pomysł wydawał się co najmniej dziwny, lecz nastanie świtu i wczesnych godzin porannych rozwiało moje wątpliwości - w Holandii każdy jeździ wszędzie autostradą. Wybiła godzina punkt 7, na autostradzie pojawiły się setki tysięcy aut i chyba tylko dzięki tym "czasowym" pasom nie powstają tam zatory... Przy zwiększonym ruchu zauważyłem też niesamowitą kulturę jazdy - wystarczy włączyć kierunkowskaz, już robi się miejsce, ktoś daje sygnał długimi. Nie boją się też włączać do ruchu jak to robią Polacy, którzy na wjeździe widząc duże auto czekają aż sobie pojedzie i będzie można wjechać. Rozpędzają się, 90 km/h i hop, już są na głównym pasie. Niesamowitym wrażeniem jest widzieć auta stosujące zasadę "na suwak" przy prędkości 90 km/h. Lubię to!

Jadąc dalej, zbliżając się do wybrzeża zaczęło pojawiać się coraz więcej ciężarówek - i tu znowu byłem w szoku. Niesamowite wrażenie, patrzę w lusterko, wyprzedza mnie ciągnik, wyprzedza naczepa i... wyprzedza mnie druga naczepa. Przyzwyczajony do jazdy po Polsce, gdzie najdłuższa ciężarówka może mieć 18, 75 niemalże zbierałem szczękę z podłogi, gdy wyprzedzał mnie trzyosiowy ciągnik siodłowy z dwiema naczepami. Może osoby jeżdżące już jakiś czas są uodpornione na "to", ale nie mogłem oderwać oczu od najróżniejszych dziwnych, nie spotykanych w Polsce kombinacji. Najbardziej kuriozalną wydał się ciągnik siodłowy na płycie podłogowej busa i mała naczepa oraz bus z dwiema osiami z tyłu. Lubię To!

Rozładunek soków był w Vlissingen - dzielnica przemysłowa. U tu znowu ekstra pozytywne zaskoczenie - zjazdy z autostrady ponumerowane zgodnie z "Havens" czyli numerami "zakładów" w strefie przemysłowej. Rewelacyjny pomysł! Na placu rozładunek z rampy na kołach, opieranej na naczepie. 

Załadunek po wykonaniu skróconego odpoczynku weekendowego był do podebrania w dwóch miejscach - Barendrecht i Den Haag. I muszę przyznać, że miałem spocone jajka za każdym razem, miejsca załadunku miały wąskie rampy, wąskie podjazdy, łamanie zestawu o 90 stopni pod kątem prostym. Przyzwyczajony do firanki, chłodnią musiałem się naprawdę mocno nagimnastykować, by po podstawiać się pod rampę. Wynika to pewnie jeszcze z małego doświadczenia w tej materii, co nie zmienia tego, że wąsko, mało miejsca + dużo aut = stres. Na szczęście polaków dużo, życzliwi ludzie pomogli mi nie zgarnąć rogiem naczepy żadnej kabiny ani lusterka. Po załadunku ogień na tłoki, pozostały czas jazdy 6 godzin, pracy 7 godzin. Postój wypadł przed Helmstedt, na pierwszy Rasthof wjechałem o 0:35, niestety potwierdziło się to co słyszałem wcześniej - w nocy nie ma praktycznie wolnych miejsc. Na drugim parkingu, w okolicy 0:50, życzliwy kierowca, widząc wjeżdżającego "mobilka" na parking na radiu dał znak, że będzie o 1:00 wyjeżdżał i że mogę zając jego "rajkę". Można? Można! tak niewiele potrzeba kultury by ktoś inny, po całym dniu orki poczuł się po prostu dobrze.

W chwili gdy zacząłem już wracać w kierunku kraju, zbliżał się weekend. Niesamowite wrażenie słyszeć na CB "bezpiecznego powrotu do domu, kolego!". Jednak to inna kultura, niż na "19-stce" w kraju, gdzie rządzą "baranie bucu ty na parkingu cię dojadę niedojdo", "co taki kozak jesteś na drodze ty [takie różne epitety]". Nie spotkałem się z mięsem na radiu, gdy nic się nie dzieje, nikt po prostu nie mówi. Wjeżdżając do kraju przywitało mnie "Pysia Pysia Pysia", stek wyzwisk pomiędzy użytkownikami, teksty "dawaj URWA margines bo mnie się śpieszy". 

Po przekroczeniu Odry od razu uderzyło mnie buractwo poruszających się po drodze, szczególnie "starą dwójką". Absolutna frywolność, niesamowite wyczyny mogące być początkiem filmu sensacyjnego klasy C. Nie, nie lubię już po kraju jeździć. Jedyną zaletą jaką jeszcze dostrzegam w krajówce to "bliskość domu". 

Wszystko już spakowane. Jedzenie, przybory kuchenne, ubrania. Dziś załadunek w kierunku granicy Belgijsko-Francuskiej, a potem być może... pierwszy ładunek "wschód-zachód". Już nie mogę doczekać się kolejnych niewiadomych dających radość odkrywania - odprawa, karnet TIR, wyjazd na granicę wschodnią... Też będzie co opisywać.

Tymczasem, Szerokości!
Bajo!
Miodny
Wasze komentarze (8) »
neurot
(2013-08-22 20:11:29)
Niedługo wszystko zweryfikujesz "na minus". Będziesz przeklinał niemieckie i
holenderskie drogi.
Deposit
(2013-08-22 21:20:17)
Bardzo miło się czyta Pozdrawiam i szerokości!
MateushNH
(2013-08-25 08:29:37)
Dokładnie. Niemieckie łapanki, Holenderskie rentgeny, Niemiecki stau lub
Holenderskie. Ja już z zachodu zjechałem teraz codziennie w domu chłodnią pomykam
kaska niewiele mniejsza
Zobacz więcej »

etransport.pl - nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum i autorów publikacji na stronach parking.etransport.pl. Osoby zamieszczające wypowiedzi i publikacje naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.