blog.etransport.pl
Po prostu miodnie
  
O limicie pecha słów kilka
2013-06-19
Każdemu zdaża się ten pechowy dzień. 
Ten, w którym wszystko jest pod górkę i nie tak, jak powinno być. 

W poniedziałek zajechałem na bazę załadowany celem naprawy rozszczelnionej chłodnicy (w piątek wracając z Kowna dolałem do Warszawy 115 litrów wody). Kabina w górę, pauza w pomieszczeniu socjalnym dla kierowców.

Wtorek, 5:30 wyjazd z bazy. Zatankowane auto, pasy sprawdzone, ruszam. Kilometry leniwie znikają. Pierwsze rondo, typowo wiejskie - ot krzyżują się dwie ulice. Redukcja na dolną skrzynię i co? Luźny drążek. Specjalista z bazy był w przeciągu pół godziny na miejscu. Kabina w górę, sprawcą było za luźno skręcone połączenie drążka ze skrzynią. 

Wtorek, 6:50. jadę dalej, droga przyjemna, S8 odcinek Wyszków - Radzymin. Słońce świeci, okno uchylone, radio gra. Nagle huk - dym z pod naczepy - strzeliła opona na środkowej osi. Zatrzymuję "bydlaka" na pasie rozpędowym, włączam awaryjne. Kamizelka odblaskowa na grzbiet, trójkąt ze schowka i idę sprawdzić sytuację. 

Wtorek, 7:10. Okazało się, że wystrzeliła nalewka, gubiąc przy okazji pokaźny obważanek 500 metrów wcześniej. Zrobiła przy tym duże zniszczenia, całe nadkole do wyrzucenia, deski w podłodze naczepy wyrwane i wyłamane w górę. Wróciłem na piechotę, zaciągnąłem resztki opony na naczepę. Szybkie sprawdzenie zapasu - jest, tylko coś ten kosz dziwnie wisi... Po krótkim sprawdzeniu okazało się, że poprzedni kierowca musiał tym koszem o coś zawadzić / opuszczając naczepę docisnąć go. Koło było niemożliwe do wyjęcia. 

Wtorek, 7:40. Po rozmowie telefonicznej z bossem bossów ustalone zostało, że zapas będzie użyty z innego samochodu jadącego w moim kierunku. Więc czekam spokojnie, w międzyczasie zjadając śniadanie.

Wtorek, 8:30. Dojechał kierowca z zapasem, zabieramy się do wymiany koła. Śruby tak zapieczone, że dopiero dwumetrowa rura pomogła odkęcić nakrętki. Tak, wiem, że jest coś takiego jak klucz przekładniowy ale nie posiadam takiego cudaka.

Wtorek, 9:00. Walczymy z kołem, zaczął padać deszcz. Po założeniu i opuszczeniu ośki okazuje się, że ciśnienie w kole nie jest takie jakie powinno być. Rozjeżdżamy się, ja w poszukiwaniu gumiarza dla dużych w drodzę na Warszawę a kolega już w swoją drogę. 

Wtorek, 12:30. Dzwoni kierowca, który rano dowiózł i dał swój zapas. Odbieram telefon, treść można ująć w jednym zdaniu "wykrakałeś rano, mówiąc, że zapas pewnie przydałby mi się". "Stary" ustalił, że mam go dogonić i spróbować wyjąc zakleszczone koło w koszu. 

Wtorek, 13:30. Gierkówka, pod górkę przed Radomskiem. Staję za zestawem kolegi, powtórka z rana. Tym razem gorzej, goręcej, żar z nieba leje się niemiłosierny. Po kilku siłowych próbach dźwignią kosz poddaje się pod naporem lewarków, wyciągamy koło. Odwrotnie niż rano, ja ruszam na trasę a kolega do Portu Radomsko odwiedzić gumiarza. 

Wtorek, 18:30. 10 minut do celu podróży, halę z daleka już widać. Niestety, kobieta bez wyobraźni postanawia wymusić pierwszeństwo, skręcając na "zielonej strzałce" tuż pod koła "zielonego bydlaka". Odruchowo wcisnąłem, może zbyt mocno, hamulec. Słychać było ***jebudu***, na szczęście towar został na pace. 

Wtorek, 18:45. Rozładunek. Do Purmo ciągnąłem 3 kręgi po 7, 5t. Po otwarciu drzwi naczepy ukazuje się niezbyt ciekawy widok - krąg przy hamowaniu przesunął się na palecie, łamiąc cztery kątowniki i przecinając dwa z czterech pasów. na miejscu utrzymały go dwa pasy zapięte od góry. 

Wtorek 19:15. Przy zasuwaniu dachu szlag trafił jedną z prowadnic od kółek dachu. Mozolne, ręczne przekładanie belek dachowych przez wyrwę w listwie. 

Wtorek 19:45. Żelazo postawione na parkingu. Koniec dnia pełnego pechu. Czułem się wykończony, ostatni choć najmniejszy peszek ferelnego wtorku był taki, że najbliższy czynny o tej godzinie sklep spożywczy był dobre 15 minut spacerem od parkingu. 


Limit pecha wyczerpałem na co najmniej pół roku. Na szczęście spedycja wyrozumiała, na powrocie ciągne lekką watę i kierunek baza - celem naprawy po wystrzale. 


Ogarnięty, zasuwam firanki i kręcę dalej pauzę, jutro dzień pełny kolejnych wyzwań...
Pozdrawiam.

PS - tak swoją drogą, przy wystrzale przykre było słuchanie komentarzy na CB - "pacz pacz pacz zara do rowu wjedzie". "Eeee udało się i nie wjechał, szkoda"...

PS2 - musi być fatalne mieć wystrzał z przodu, to chyba tylko desperat wśród desperatów założyłby laną oponę na przednią oś...
Miodny
Wasze komentarze (9) »
Kinia_etransport.pl
(2013-06-20 08:45:01)
Fakt, najszczęśliwszy dzień to na pewno nie był :) Oczywiście mogło być gorzej... ale
lepiej też :)
scaniadriver
(2013-06-20 12:30:35)
Jak się przejdzie takie coś człowiek jest twardszy :) Niestety te nalewki to droga z
duszą na ramieniu bo większość się rozlatuje. Na przedniej osi to czysta głupota i
jazda z bombą zegarową na pokładzie.
ese
(2013-06-20 12:38:30)
Podobno gdy jest źle, to powinno się cieszyć, bo może być tylko lepiej :)
Dzień faktycznie koszmarny.. Oby jak najmniej takich. Powodzenia. I gratulacje dla
poczucia humoru :)
Zobacz więcej »

etransport.pl - nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum i autorów publikacji na stronach parking.etransport.pl. Osoby zamieszczające wypowiedzi i publikacje naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.