blog.etransport.pl
...wszystkie drogi prowadzą do ludzi. (spostrzeżenia jeżdżącego pod prąd)
  
Nietoperz
2013-07-14


      Słyszę 5 Symfonię Mahlera, czyżbym był w filharmonii? Nie. To budzik w telefonie. Gdy ustawiałem taki sygnał pobudki, łudziłem się że muzyka złagodzi ból po przerwanym śnie. Z premedytacją nie naciskam przycisku „wyłącz”, słucham i… wracam do żywych. Po chwili podejmuję męską decyzję: wyłączam budzik, patrzę na zegarek (jest 15:37), wychodzę z wyra, idę do łazienki. Prysznic i mycie zębów sprowadza mnie na ziemię. W kuchni robię kawę, w lodówce szukam czegoś do zjedzenia. Robię grzanki, jakaś wędlina do tego, coś z owoców. Śniadanie (obiad?) zjadam na siłę, po to by nie latać na czczo. Więcej energii wkładam w przygotowanie  posiłku – który wezmę ze sobą. Najedzony i obudzony siadam z kawą do komputera, sprawdzam pocztę, odpisuję (jeśli trzeba), zaglądam na etransport, poczytam wiadomości na Onecie. Wyłączam komputer i zbieram się do wyjścia. O 17:30 zaczynam, do pracy mam 32 mile (53km) około 40-45 minut jazdy.

 

   

    Dyspozytor (planer) wita się ze mną tak wylewnie jakbyśmy nie widzieli się kilka miesięcy (to jest codzienny rytuał). Biorę papiery, klucze od auta, idę do kantyny przywitać się z tymi co zaczynają pracę ze mną. Wymiana uścisków dłoni, banałów, nic nie znaczących życzeń. Schodzę na parking, wsiadam do auta, ustawiam kierownicę, fotel i lustra. Wkładam kartę i jadę po naczepę. Dopiero teraz robię przegląd, sprawdzam ciągnik i naczepę. Tak jak było do przewidzenia – wszystko OK. Pierwsza trasa – Nottingham, nie jest źle-myślę sobie. Jadę na pusto, tam mam się załadować i zawieźć przesyłki do Londynu na Mount Pleasant. Fajnie – samo centrum miasta, niedaleko King’s Cross. Dojechać tam to żaden wyczyn, ja jednak mam naczepę wysoką na 5 metrów a to komplikuje sprawę. Do odtwarzacza wkładam płytę, zaczynam od „Wesela Figara”. Wyjazd, macham ręką cieciowi i po chwili jestem na autostradzie. Jest piątkowy wieczór, osobówki znikają z drogi (zaczyna się weekend), ich miejsce zajmują „nietoperze” – nocni kierowcy. Po drodze mijam białego Axora z FedEx-u. Wyprzedzam brązowego CF-a UPS.  Na drodze nic się nie dzieje, gdybym miał autopilota pewnie bym go uruchomił. W Nottingham podstawiam się pod rampę, ładujemy przesyłki, 90 koszy. Wypiłem kawę, do odtwarzacza włożyłem płytę z koncertu Freddy'ego Mercury i Monserrat Caballe. Jadę do Londynu. Za oknem już ciemno, ruch zamiera, droga jest pełna „nietoperzy”. UK Mail, John Levis, DHL, Argos, ASDA, Tesco, Eddy Stobart i masa innych. Londyn wczesną piątkową nocą jest jak tygiel. Ulice zatłoczone, ci co są w pracy – chcą ją jak najszybciej skończyć. Ci w taksówkach – jadą do klubów na imprezy. Im też się spieszy, tylko ja nie mam ciśnienia. Jadę powoli, głowa kręci mi się jak peryskop (prawe lusterko-lewe lusterko) i tak w koło. Jestem w samym centrum miasta, na chodnikach kuso ubrane panie i panowie w modnych ciuchach palą papierosy – bo jakiś idiota wygonił ich (durną ustawą) z klubów. Jestem na miejscu, zamieniam naczepę-mam ją zawieźć do Birmingham. Wciskam „łóżko” na tachografie, z torby wyciągam jedzonko. Po kolacji (obiedzie) przeglądam gazetę, piję kawę i … czas się skończył. W drogę. Pracę skończyłem o 4 rano, w domu byłem przed piątą.

       Darren obudził się o 10:00, ze skrzynki na listy wyjął pocztę, był tam list z firmy do której wysłał aplikację o pracę. Do drzwi Lucy zapukał kurier z FedEx-u – przywiózł jej lampę do sypialni (kupiła ją na aukcji ebay). Chriss i Jessica wybrali się do Argosa po odkurzacz (stary przestał działać). Gary włożył na samochód kuriera z UPS koła od swojego starego samochodu. Sprzedał je za pośrednictwem Gumtree. Dorothy pojechała na zakupy do Asdy, Jonathan w Tesco kupił dwa kartony piwa. Mia i Tom w salonie Johna Levisa wybierają stół do jadalni.

       Wszedłem do łazienki, wykąpałem się, poszedłem do swojej sypialni. Sprawdzam czy rolety są opuszczone, nie chcę by obudziło mnie wstające słońce. Włączam muzykę – dziś jest to Błękitna Rapsodia Gershwin’a. Wiem że bez wspomagania nie zasnę, z szafki wyciągam butelkę whiskey. Chowam ją

w ogrodzie Chrissa i Jessi było spotkanie grupy przyjaciół. Darren pilnował grilla, Lucy obsługiwała stereo, Dorothy, Tom, Mia, Gary i inni rozmawiali o motoryzacji. Pretekstem był nowy roadster tam, bo mam nadzieję że nikt nie wie że piję by zasnąć (wiedzą wszyscy), prosto z butelki pociągam spory łyk. Pomaga, błogie ciepło rozlewa się we mnie, muzyka gra, a ja … zasypiam.

      W sobotę wieczorem Garego. Dyskusja była zażarta, ścierały się rożne poglądy. Wszyscy jednak zgodzili się ze zdaniem Toma  "Pomyślcie przyjaciele o ileż lepiej jeździłoby się, gdyby na drogach nie było tych pieprzonych ciężarówek. 

Leeon
Wasze komentarze (11) »
Kinia_etransport.pl
(2013-07-17 10:51:24)
Tak to już jest, że część ludków wypowiada słowa o ciężarówkach pod wpływem emocji,
chwili i zazwyczaj jakiegoś zdarzenia ale po ochłonięciu i chwili zastanowienia
jestem pewna, że zdają sobie sprawę skąd bierze się towar na półkach :)
zwierzubeast
(2013-07-17 11:26:04)
Rzuć to jeżdżenie zacznij pisać. Jak to czytałem przypomniał mi się film "MIEDZY
WIERSZAMI" nie wiem czy znacie jeśli nie to poznajcie wtedy będziecie wiedzieli o co
mi chodzi.
ese
(2013-07-17 13:23:55)
Czytanie tekstów na powyższym poziomie to sama przyjemność. Gratuluję i serdecznie
pozdrawiam.
Zobacz więcej »

etransport.pl - nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum i autorów publikacji na stronach parking.etransport.pl. Osoby zamieszczające wypowiedzi i publikacje naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.