blog.etransport.pl
...wszystkie drogi prowadzą do ludzi. (spostrzeżenia jeżdżącego pod prąd)
  
Boguś
2012-06-10

    Boguś – jest kotem, nie jest rasowym persem czy innym syjamem a zwykłym dachowcem, kiedyś myślałem że jest mój ale od jakiegoś czasu wydaje mi się że to ja, jestem jego. Nie zawsze mówię do niego Boguś, czasem jest Bogdanem, kiedy indziej Bodziem. Skąd takie imię? Nie wiem. Cezar – wydawało mi się zbyt pretensjonalne, Puszek czy Mruczek banalne. Boguś – jest w sam raz. Boguś jak każdy kot – chodzi własnymi drogami, a tych w koło domu mu nie brakuje. Teren łowiecki Bogusia jest bardzo rozległy, nie żeby był jakimś ekstra myśliwym. O inne „łowy” tu chodzi. Bodzio ma coś, czego nie mają jego koledzy, ma… te… no…hmm... klejnoty. Nie mogłem go ich pozbawić, bo uważam że nie robi się takich rzeczy facetom, a Bodzio facetem (bez wątpienia) jest.

     Często znika z domu na dłużej, nie ma go nawet 2-3 dni, wraca wtedy zmęczony, bywa że ranny i wygłodzony. Po takim wypadzie, przez kilka dni leczy rany, odsypia zarwane noce i je, a zjeść potrafi sporo. Obserwuję jak wciąga w siebie całą puszkę "Felix-a" i zastanawiam się, gdzie to się mieści. Boguś wyróżnia się też, spośród innych kotów z okolicy, tym że nie nosi na szyi różowej (ani żadnej innej) obroży z dzwoneczkiem. Jak bardzo trzeba nienawidzić swojego kota, by mu takie coś sprawić? Bodzio jest mało towarzyski, nie lubi ludzi, jest nieufny. Jedynie do mnie przychodzi na zawołanie, gdy leżę na kanapie i oglądam telewizję lub czytam książkę przychodzi do mnie i albo kładzie się przy mnie, albo głową stuka mnie w rękę – jest to znak że mam go drapać albo głaskać. Mamy z Bodziem taką zabawę: on kładzie się na plecach, ja go atakuję, on się broni, gryzie, drapie i miauczy. Jest wtedy naprawdę wściekły, jest jak dziki kocur.

    Piątek, ósmego czerwca był piątym z kolei dniem w którym zacząłem nocną zmianę. Zaczynałem o 15:00 a kończyłem około 4:00. Byłem już „letko” tym zmęczony. Tuż przed północą zostałem wysłany do Canterbury. Dostarczyłem przesyłki, wypiłem kawę i ruszyłem w drogę powrotną. Miałem przed sobą około trzech godzin jazdy, czyli około 6:00 miałem skończyć pracę i zacząć pauzę weekendową. A2 była pusta, M2 też, droga do Dartford minęła spokojnie. Na szlabanach był mały postój bo jeden tunel był zamknięty a drugim przepuszczali ADR-y. M25 w sobotni poranek też nie jest zbyt zatłoczona, był spokój na drodze, budził się nowy dzień. Minąłem zjazd na Thurrock, w kabinie robiło się coraz cieplej, radio grało coraz spokojniej i ciszej. Nagle – niewiadomo skąd na fotelu pasażera pojawił się Boguś. Posiedział tam chwilę, rozejrzał się ciekawie po kabinie po czym wskoczył na deskę rozdzielczą. Popatrzył na to co dzieje się za szybą a potem podszedł do mnie, położył się nad zegarami i patrzył na mnie. Pomyślałem że trochę mu się poprzestawiało w głowie, chciałem go pogłaskać, wtedy on zaczął przeraźliwie głośno miauczeć.

    Gdy otworzyłem oczy byłem już na prawym pasie (czwartym-najszybszym), nie spanikowałem, spojrzałem w lewe lustro, nie zobaczyłem tam nikogo, włączyłem lewy kierunkowskaz i spokojnie zacząłem zjeżdżać na lewą stronę. Na przeciwległym pasie jechała Scania z UK Mail, przed nią ani obok niej nie było nikogo. Bez hamowania, bez żadnej próby zmiany pasa, uderzyła w barierę. Ciągnik przewrócił się na bok, naczepa została na kołach. Huk był niewyobrażalny, wszystko to działo się bardzo szybko. Pojechałem dalej (bo jak tu stanąć na autostradzie), była godzina 04:15, przez całą drogę-jaka mi jeszcze została, o tym myślałem. Zastanawiałem się czy komuś o tym powiedzieć, czy nie wezmą mnie za wariata?

   Do domu wróciłem po godzinie siódmej, moja kobieta już nie spała. Ledwo wszedłem do domu powiedziała: „ten twój Boguś na starość głupieje tak jak ty. Dzisiaj po czwartej rano zaczął drzeć mordę i nie wiem o co mu chodziło, nie chciał jeść, nie chciał wyjść a jak mnie zobaczył to się uspokoił, wszedł na fotel i zasnął”.

   Po południu wstałem z wyra (nie do końca wypoczęty), Boguś kręcił się po kuchni. Popatrzyłem na niego, on udawał że mnie nie widzi, byliśmy sami, nie musiałem obawiać się śmieszności (że gadam z kotem) i spytałem go: Skoro już się pofatygowałeś do czerwonego DAF-a, to czy nie mogłeś przy okazji wejść do białej Scanii? Odpowiedział mi tak: To że mam siedem żyć, nie znaczy że mam siedem wcieleń. Ciesz się baranie że nie pomyliłem aut.

   W wieczornych wiadomościach podali, że kierowca Scanii z UK Mail zmarł po przewiezieniu do szpitala.


P.S.

   Bogusia już nie ma. Przeniósł się na łowy do innego wymiaru. Długo nie miałem kota i myślałem że Bogdan był moim ostatnim. Córki przywiozły mi niedawno kociczkę. Maleńką, mieściła się w dłoni. Teraz jest już duża, wcale nie przypomina Bogdana, mimo to  …cieszę się że jest, że łazi po chałupie, że zawraca mi głowę. Ma na imię Carmell.  (09.01.2018)

Leeon
Wasze komentarze (39) »
Yeti
(2012-06-11 11:26:41)
Smutne. Prawdziwe. Nostalgiczne. Szczere. Ludzkie.
peer
(2012-06-11 12:13:56)
masz pewność co do drugiego określenia?
Yva ®
(2012-06-11 12:37:15)
wierzę ze coś takiego mogło się wydarzyć... przy okazji czytania przypomniała mi się
moja niewiarygodna sytuacja, w której też czyjaś siła mi pomogła :) Boguś jest
naprawdę wielki !!!
Zobacz więcej »

etransport.pl - nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum i autorów publikacji na stronach parking.etransport.pl. Osoby zamieszczające wypowiedzi i publikacje naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.