ABeCadło... (G)
2012-03-07
G – jak granica
[...] znać doskonale granice, to już je poznaniem przekroczyć. Dotknąć granicy, to dotknąć tego, co się poza granicą znajduje. (Leszek Kołakowski). I na tym można by temat zakończyć, bo pisać dziś o granicach – tych nakreślonych na mapach, to pisać o przeszłości, o tym co minęło. Co prawda, wielu z nas nadal pokonuje granice (nie chodzi mi teraz o granice swoich możliwości) jeżdżąc na wschód, do Braci Słowian. Kto wjeżdżał na Białoruś przez przejście Bobrowniki-Brzostowica, może powiedzieć że był w czyśćcu. Kto przejechał przez Korczową lub Medykę i zaznał atrakcji obcowania z ukraińskim tamożnikiem – ten może powiedzieć że zaliczył przedsionek piekła. Sam byłem tam zaledwie kilka razy, nie mam więc stamtąd wielu wspomnień. Co innego granica zachodnia i południowa, dzisiaj to tylko znak z nazwą kraju do jakiego wjeżdżamy, kiedyś… wyzwanie. Granicę z Czecham najczęściej przekraczałem w Kudowie-Słonem, sporadycznie w Cieszynie. I tu i tam było podobnie – tabuny mrówek plączących się między autami, obładowanych piwem, winem, spirytusem i wszelakim dobrem, które z zyskiem można było zbyć w Najjaśniejszej. Czescy pogranicznicy to bardzo fajne chłopaki (i dziewczyny), najczęściej można było od nich usłyszeć „Halo pane! zaplatite pokutu!” Gdyby ktoś spytał za co? Mógłby zapłacić więcej, bezpieczniej było zgodzić się na propozycję pogranicznika, próba negocjacji z reguły podnosiła wysokość pokuty. Granica Polsko-Czechosłowacka (jeszcze wtedy) była moją pierwszą granicą. Na przełomie 1989 i 90 roku jeździłem z papierem do Pragi, gdy stałem w kolejce w Słonem widziałem jak podjeżdżały auta których kierowcy omijali kolejkę, mówili do pograniczników „czempiony”, szybko załatwiali papiery i jechali dalej. Pomyślałem że to jakieś hasło i któregoś pięknego dnia ominąłem kolejkę, podjechałem do pograniczników i z zadowoloną miną powiedziałem „czempiony”. Obecni tam mało nie podusili się ze śmiechu, okazało się że rzeczone „czempiony” to pieczarki – które były wożone do Wiednia z podwarszawskich pieczarkarni, a jako towar łatwo psujący się nie były na granicy przetrzymywane. Granica z Niemcami też potrafiła dostarczyć atrakcji. Moje wjazdy do Niemiec odbywały się przeważnie bez problemów, kiedy już udało mi się przekonać pana w czapce z napisem „zoll” że nie przewożę papierosów, a z alkoholu mam jedynie pół literka okowity na własne potrzeby, pan w czapce mówił „bitte faren” i było po bólu. Powroty do Polski dawały za to więcej adrenaliny. Do domu wracałem przez Zgorzelec lub Olszynę, wybór przejścia zależał od tego, gdzie krócej się stoi. Kto chciał przejechać przez Olszynę na przejazd czekał na posowieckim lotnisku kilka kilometrów od przejścia. Miejsce cudowne, bo działy się tam cuda niebywałe. Tabuny laweciarzy – rozbierali całe samochody na części (bo tylko tak można je było wwieźć do Polski), dziesiątki a czasem setki ciężarówek czekających po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt godzin na wjazd. Kierowcy robili co tylko mogli by zabić czas, a że w takim miejscu trudno o godziwą rozrywkę, większość piła gorzałę. O jej brak nie trzeba było się martwić, bowiem w jedynym barze na terenie lotniska było jej zawsze pod dostatkiem. Podobnie było w Zgorzelcu, z tą tylko różnicą że tam odprawę robiło się na terminalu w Markersdorfie, co moim zdaniem było lepsze, bo na granicę przyjeżdżało się już ze wszystkimi potrzebnymi papierami (SAD, zezwolenie, licencja i wiele, wiele innych), plombami i bumagami. Dzisiaj - gdy przypominam sobie tamte czasy, cieszę się że to czasy minione. Na koniec przytoczę słowa Stephena Kinga „Gdy chodzi o ludzkie popapranie i zło, zdaje się, że jakiekolwiek granice przestają istnieć".
leonp
Wasze komentarze (5) »
Kinia (2012-03-07 16:30:47)
| oj "czempion" ; -D |
Nadulak (2012-03-07 18:54:00)
| zielone i czerwone kartki na Olszynie :D Pamięta się. Jędrzychowie to totalny kibel, już Frankfurt Oder był lepszy na powrocie. Moje wtedy przejście to Pomellen było. Bobrowniki i cała reszta co pisałeś znam doskonale :) Dzięki za odświeżenie pamięci - wszystko się zgadza :) :) :) |
rudella (2012-03-07 19:33:43)
| Po tym tekście to i mi się westchnęło, choć klimaty "klimaty graniczne" znałam wyłącznie "zza wysokości biurka" ; -) |
| Zobacz więcej » |
etransport.pl - nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum i autorów publikacji na stronach parking.etransport.pl. Osoby zamieszczające wypowiedzi i publikacje naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.