blog.etransport.pl
Widziane z kabiny
Przednie brednie poobiednie nawiedzonego kierownika zestawu kołowego
  
Zamglony.... umysł ???
2009-07-03
Kierowco! Radosne świecenie wszystkimi lampami w aucie może być przyczyną wielu groźnych chorób, a nawet prowadzić do zgonu.
 
 

Mgła czy deszcz. Lato czy zima. Nieważne. Ostatnimi czasy nasi kierowcy mają jakąś dziwną manię włączania świateł przeciwmgielnych. Dla niezorientowanych - tzw. halogenów, co jest zresztą nazewnictwem niewłaściwym, bo większość żarówek w tej chwili jest halogenami (od nazwy gazu wypełniającego wnętrze szklanej banieczki.) Tak, tak, kochani, to są światła PRZECIWMGIELNE, a nie przeciwdeszczowe, czy dopełniające światła mijania.

Konstrukcja tych świateł polega na tym, że emitują światło rozproszone i są przeznaczone do stosowania w czasie mgły. No ale nie w czasie mgiełki z porannej rosy, tylko prawdziwej mgły, jaką ostatnio widziałem bodajże w 2006 roku. Zaznaczę w tym miejscu, że jeżdżę codziennie na dystansach średnio 300 km/dobę. Widoczność wtedy była ograniczona do jakichś 10 metrów, a miejscami jeszcze mniej.

Obrazowo, jadąc zwykłą drogą krajową z linią przerywaną pośrodku, widziałem maksymalnie jeden pasek. To, proszę państwa, była mgła. Tymczasem zapalając takie światełka w czasie deszczu powodujecie totalne oślepienie odbitymi od mokrego asfaltu refleksami rozproszonego światła. Co robią jadący z przeciwka i niewidzący drogi? Oczywiście doświetlają sobie drogę. To może od razu włączmy światła drogowe. A co, nie wolno? No przeciwmgielnych również, ale jak widać, mało kogo to obchodzi. Bo chyba też mało kto wie, że świateł tych można użyć poza mgłą, jedynie na drogach oznaczonych jako kręte. Przeciwmgielne przednie to jednak "pikuś" w porównaniu do tych z tyłu.

Jadąc za takim delikwentem w deszczowy wieczór o mało nie rozjechałem kiedyś pana policjanta kierującego ruchem. Po prostu na przedniej szybie miałem tylko czerwone refleksy i "zero" widoczności. Do tego dochodzi jeszcze osłabienie widzialności świateł "stopu", więc nietrudno o zaparkowanie w kufrze entuzjasty "tylnego przeciwmgielnego". Zresztą teraz, jak zdarzy się wam "zapomnieć" o wyłączeniu tego światełka w czasie jakiejś dłuższej podróży i na najbliższym skrzyżowaniu kierowanym sygnalizacją świetlną ktoś dojdzie i wam je zgasi przy pomocy klucza francuskiego, to na 90% będę to ja. Nie ma chyba nic bardziej irytującego, jak jazda na dłuższym dystansie z taką "bombą świetlną" prosto w oczy. A tymczasem nasz "kodeks drogowy" mówi wyraźnie - 50 metrów.

Do takiej odległości musi być ograniczona widoczność, żeby mogła się Wam zajarzyć na desce rozdzielczej żółta kontrolka tylnego przeciwmgielniaka. Ile to jest? Jeśli jedziecie drogą poza miastem i są słupki metryczne, to połowa odległości równa jest pięćdziesięciu metrom. Umówmy się, że jak mijacie taki słupek biało-czerwony i nie widzicie następnego, to możecie włączyć. Będzie dobrze. Ale jeśli widzicie trzy następne... strzeżcie się borsuka z "francuzem" w ręku.

Powszechnie nadużywanymi światłami są pospolite awaryjki. Ciocia Frania musi wysiąść przy rynku, czy wujowi Kaziowi zachce się siku na autostradzie, a do parkingu zostało 500m. Bach, klawisz oznaczony trójkątem i już stoimy w naszym mniemaniu usprawiedliwieni. Generalnie służą one do oznakowania pojazdu, który uległ np. awarii i ostrzeżenia innych użytkowników drogi. Często są używane jako sygnał do nieprzewidzianego zatrzymania na autostradzie, czy innej drodze. Stoimy w nocy przed przejazdem kolejowym, dobrze, jak ostatni pomruga, bo wtedy nadjeżdżający będą widzieć, że coś się dzieje, i to z daleka. Często te światła są wykorzystywane przez kierowców ciężarówek w czasie manewrowania do tyłu.

I tu myślę, wszyscy się zgodzą, że jest to wykorzystane w dobrej intencji, czyli w celu zwiększenia widzialności danego pojazdu. Jednakże usprawiedliwienie mrugającym światłem zastawienia wjazdu czy zaparkowania na środku drogi "tylko na chwilę", powinno być karane z całą surowością. Co do używania kierunkowskazów, (kierunkowskazów, a nie sygnalizatorów skrętu), to dobrze by było, gdyby były częściej używane do sygnalizowania ZAMIARU skrętu lub kierunku jazdy. Tymczasem tych świateł kierowcy boją się jak ognia. Oszczędność żarówek czy co?

W praktyce wygląda to tak, jakby prowadzący dany pojazd przyczepił sobie żyłkę czy sznurek, z jednej strony do dźwigienki, a z drugiej do rękawa koszuli czy sukienki. Jak kręcimy w prawo, to żyłka pociąga za dźwigienkę, uruchamiając kierunkowskaz w prawo. Jak kręcimy w lewo, to żyłka ciągnie w dół i uruchamia lewy "mrugacz". "Mrugacz", bo takie mruganie nie służy niczemu, gdyż z reguły ten z tyłu już rozpoznał Wasz zamiar. No chyba, że zamierzacie naprawić tył Waszego auta, ale wtedy skuteczniejsze jest wyciągnięcie żarówek ze świateł STOP.

Aby tchnąć troszkę optymizmu w serca braci i sióstr powożących, na koniec dodam, że zastanawiam się również, jak to jest z używaniem niebieskich świateł błyskowych i "wyjców" przez kolumny aut, wiozące naszego Premiera czy Prezydenta. W "Ustawie o Ruchu Drogowym" jest zapis, że pojazdy są traktowane jako uprzywilejowane, kiedy wysyłają świetlny, niebieski sygnał błyskowy i dźwiękowy sygnał o modulowanej tonacji, ale.... no właśnie. Taki mały szczegół. Biorące udział w akcji ratowania życia lub mienia. Może ktoś zna ten temat lepiej, bo ja się zastanawiam, czy są jakieś szczególne zapisy w tej kwestii, czy może jednak są to akcje ratujące życie, no bo jak taki oficjel spóźni się na kolację przygotowaną przez małżonkę...

Borsuk 6x9
Wasze komentarze (29) »
Ulwefa
(2013-04-27 00:14:38)
Jak instruktorzy mają uczyć zasad drogowego savoir vivre'u, skoro w większości sami
mają ledwie parę lat doświadczenia i nie mają o tym pojęcia...
Dla mnie to jest horror.
Zobacz więcej »

etransport.pl - nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum i autorów publikacji na stronach parking.etransport.pl. Osoby zamieszczające wypowiedzi i publikacje naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

Borsuk 6x9 o sobie

kierowca odrzutowca zwanego renatą: dla niewtajemniczonych zawodowy morderca za kółkiem 40 tonowego kolosa rozjeżdżającego resztki dróg i siejący postrach wśród operatorów aut osobowych jak też ludności pieszej miast i wsi. :P a mnie to wisi hyhy