blog.etransport.pl
Truck'N'Roll
  
"Baza Sokołowska" czyli "Dzisiaj prawdziwych kierowców już nie ma..." albo "Gdzie ci kierowcy??? Na miarę czasów? Orły, sokoły, bażanty???"
2017-11-15


 Wiem, że nie wszyscy lubią Marka Hłaskę. Są tacy, którzy jego książek nie biorą do ręki, bo uważają, że w "tamtych czasach" nie było nic dobrego! Socrealistyczna propaganda, stalinowskie ZMP i w ogóle dziadownia!

Ja go jednak  lubię a nawet więcej - mam do niego jakiś osobisty stosunek. Może przez tę jego warszawskość, która zawsze była tak bliska mojemu sercu. Do Warszawy bowiem przyjechałem w 1962 jako kilkunastoletni chłopak i nie trwało długo gdy zakochałem się w niej "na zawsze". Nie wiem jak to się stało, bo pochodziłem z głębokiego południa Polski i gdzie mi tam było do stolicy - a jednak! Może przez kolegów, a może przez wielogodzinne włóczęgi po mieście, w których docierałem do najdalszych dzielnic... nie wiem. "Warszawa da się kochać!"

Wychowany w małej, podkarpackiej mieścinie chłonąłem Warszawę całą swoją świadomością. Było też  mnóstwo radości z poznawania nowego, ale też niemało kłopotów, bo jak się ma naście lat to z kłopotami jest się za pan brat.

No więc Hłasko uosabiał  tamtą, moją Warszawę, w której tak byłem zakochany. Pewnie, że był ode mnie o kilkanaście lat starszy i moja Warszawa to już nie była tak zupełnie tą jego Warszawą, ale nie ze wszystkim, nie ze wszystkim. W początkach lat sześćdziesiątych stał  jeszcze i "miały się całkiem dobrze" ruiny  tak zwanego  Dzikiego Zachodu, Pałac Kultury błyszczał nowością,  jego iglica lśniła w majowym słońcu, a na Foksal tętniła  pełnym życiem słynna Kameralna. Gdy w 1969 i 70 roku chodziłem tam do baru, albo z kolegami na tak zwaną małą wódkę,  wspomnienie Marka Hłaski było tam jeszcze bardzo żywe. Pamiętał go szatniarz, niektórzy starsi kelnerzy.

Ale w tamtym czasie o Hłasce mówiło się już jednak  nie za głośno... Nie za głośno...

A potem w bibliotece UW przeczytałem jego książkę wydaną  jeszcze w 56-tym pod tytułem "Pierwszy krok w chmurach". No i tam właśnie  natknąłem się na opowiadanie "Baza Sokołowska".

To jest truckerskie opowiadanie. Właśnie truckerskie. A że tchnie socrealizmem, partią, stalinizmem i wszystkim tym w czym kąpała się tamta rzeczywistość to co? Tak było. Młodzi ludzie z milionem wojennych blizn, z poniszczonych, rozbitych rodzin otwierali się na nowe hasła, świeży entuzjazm odbudowy i walkę o lepsze życie bo to, które im dotąd przypadło było krwawą zmorą, o której chcieli zapomnieć.  

To jest truckerskie opowiadanie o transporcie lat czterdziestych. Stare, wysłużone amerykańskie ciężarówki - dżemsy /GMC/, doczki /Dodge/, Ople Blitze i ZIS-y - nawiasem mówiąc  skopiowane z International - to był ich park maszynowy. Warszawska Wola, ulica Sokołowska i plac ze starym magazynem i warsztatami naprawczymi.

Stale psujące się, benzynowe cieżarówki, naprawy na skraju drogi, zima, zmiennicy, walka o każdą część i bezsenne noce gdy czasami, w mrozie i zadymce trzeba się było położyć na rozłożonym kożuchu i wyciągać tłok bo poszła panewka. Trzeba było wyciągać i liczyć na to, że dojedzie się jakoś na pięciu cylindrach bo znikąd pomocy a ładunek trzeba dowieść.

I te rozmowy - dziś już prawie niezrozumiałe:

"Wentle popalone, dlatego wali w karburator...

Coś pan, panie Edziu - dychtung puścił pod głowicą i fałszywe powietrze łapie."

Lodowaty, zimowy świt. Wozy nie chcą zapalać więc "kierowcy ciągają jeden drugiego żeby tylko silnik załapał  i zaskoczył". A wcześniej jeszcze mordercze kręcenie korbą.Na podrywkę go, na podrywkę!

Kierowcy robili za mechaników, nikt nie latał do warsztatu z byle głupotą. Każdy coś umiał, coś kombinował i miał za punkt honoru dojechać z trasy do bazy o własnych siłach.

Trasy do Wrocławia, Kłodzka, Bystrzycy to był ich "highway", który mógł trwać parę dni - zależnie od stanu dróg, wytrzymałości wysłużonego wozu i wyczerpanego kierowcy.

Trucki myte ropą żeby się świeciły. "Wozy jak lalki"!

Rok 1948. Prawie prehistoria, ale tak było. Jak się ma w drodze kiepski dzień, jak na tablicy zapala się  jakieś  światełko a dyspozytor wyrywa  z czymś beznadziejnie głupim,  dobrze jest wtedy przeczytać "Bazę Sokołowską". W polskiej literaturze jest to jedno z nielicznych prawdziwie truckerskich opowiadań. O ludziach i ich pracy w transporcie w tamtych trudnych, powojennych latach, gdy zaczynano nowe życie, odbudowywano zniszczenia, cieszono się  każdym sukcesem i wierzono, że musi być dobrze!

To jest opowiadanie o dobrej pracy. 

Marcin63
Wasze komentarze (1) »
katharsis
(2017-11-18 21:28:09)
Dobry tekst. Nadawałby się na obwolutę książki Hłaski.
Zobacz więcej »

etransport.pl - nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum i autorów publikacji na stronach parking.etransport.pl. Osoby zamieszczające wypowiedzi i publikacje naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.