blog.etransport.pl
Truck'N'Roll
  
Karma
2017-01-14

Karma

 

Bolesne miesiączki Manueli odbijały się na nerwach wszystkich kierowców. Manuela była dyspozytorką w Cannet Freight Express. Wszyscy wiedzieli kiedy jej się zaczyna okres. Następne trzy dni to był horror, nerwy, niemożliwe wykorzystywanie kierowców i nie wiedzieć co jeszcze, ale potem wszystko wracało do jakiej takiej normy. To wcale nie znaczy, że do sielanki, ale przynajmniej nie było już awantur, wrzasków, zwariowanych poleceń, wybuchów złości i tak dalej. Wszyscy wiedzieli, ale jakoś nikt nie umiał sobie z tym poradzić.

Cannet  był firmą kurierską dowożącą przesyłki na lotnisko  Pearsona w Toronto, a w kurierskich firmach zawsze są wściekłe terminy, wszystko musi być co do minuty, miliony paczuszek, paczek, kopert, wszystko na ostatnią chwilę, już, zaraz, nie na dziś tylko na wczoraj i tak dalej i temu podobne. W takim środowisku nie trudno o nerwy, ale wszyscy się zgadzali, że to co wyprawia Manuela przechodzi jakiekolwiek normy. Okres okresem, kierowcy rozumieli sprawę - ostatecznie mieli swoje kobiety - ale bez przesady! Na miłość Boską - bez przesady!

Skarg i narzekań było bez liku. Ostatecznie kto to może wytrzymać?! Nie dość, że kierowcy gonili jak nie przymierzając kurczaki z obciętymi głowami, to jeszcze musieli cierpieć  humory Manueli.

Szefowa kadr wzięła ją kiedyś na rozmowę, ale zdaje się, że nic z tego dobrego nie wynikło, bo ci którzy ją - to znaczy szefową -  potem widzieli mówili, że cała była w pąsach, włosami rzucała i zaraz musiała wyjść z biura żeby ochłonąć trochę na świeżym powietrzu.  A Manuela wróciła do dyspozytorni i natychmiast  zrobiła takie piekło, że nikt nie śmiał powiedzieć słowa. 

Właściciel firmy Moe Farouk udawał, że niczego nie widzi. Nikt się temu za bardzo nie dziwił, bo jeśli szefowa HR - kobieta - nie mogła sprawy załatwić, to on - mężczyzna - mógł się co najwyżej narazić na trzaśnięcie drzwiami, policzek albo co gorsza wizytę prawnika, który w imieniu Manueli wziąłby go do sądu za "seksizm" czy jakąś inną cholerę. Z Manuelą nie było żartów i wyglądało na to, że jest nie do ruszenia. A kierowcy cierpieli jak potępieńcy!

Sprawę  osładzał  trochę fakt, że Manuela - co by nie powiedzieć - była atrakcyjną dziewczyną. Niektórzy nawet mówili, że bardzo! Skąd pochodziła nie wiedziano.Karnację miała smagłą,   z miłym aksamitnym puszkiem, wspaniałe ciemne włosy i "blue Spanish eyes"! Zupełnie jak w piosence! Ale, jak to się czasem zdarza - piękno nie szło w parze z miłym charakterem. Kierowcy nie mówili o niej  inaczej jak  ta "f... bitch", albo jeszcze gorzej...

Doszło do tego, że wszyscy zaczęli marzyć o tym, żeby wreszcie zaszła w ciążę i żeby się te wściekłe menstruacje skończyły. Przynajmniej na dziewięć miesięcy! Doszło w związku z tym i do tego, że jeden z kierowców nie wytrzymał i wprost jej to powiedział:

- Manuela - zajdź wreszcie w ciążę! Jak nie masz z kim to chętnie ci w tym usłużę!

"Co to się działo, co to się działo..."!!! Całkiem jak w piosence  "Jesteśmy na  wczasach" Młynarskiego.

Żarty żartami, ale Manuela wpadła w taką wściekłość, że aż posiniała i rzuciła się na biednego kierowcę jak ranna rysica! Co ten biedaczek potem przecierpiał  to tego bym i na wołowej skórze nie spisał!

Jak to jednak w życiu bywa wszystko ma swój koniec, bo wreszcie właściciel firmy - stary Moe Farouk - doświadczona bestia - wpadł na genialny pomysł i na piękną Manuelę ukręcił prawdziwie piekielny bat. Nie ruszając Manueli zatrudnił  do dyspozytorni Claudię! A Claudia była z Jamajki, trzymała sztamę z kierowcami  i nie dała sobie w kaszę dmuchać! Miały pracować razem, ale Claudia okazał się silniejsza i Manuela musiała odejść! Na własną usilną prośbę, że ona z taką-owaką nie będzie pracować i niech się cały Cannet zawali i niech to wszystko cholera i coś tam jeszcze, coś jeszcze i wreszcie trzaśnięcie drzwiami i spokój!!! Hurrra! Nie ma Manueli!!! Poszła i nie wróci! Kierowcy świętowali parę dni. Paru nawet nie przyszło do roboty bo tak się z tego szczęścia popili Molsonem.

Wszystko to wiedziałem od kierowców, których spotykałem na lotnisku. Jeździłem wtedy z lodówką i dowoziłem na lotnisko mrożonki.Czekając na rozładunek rozmawiałem z przyjeżdżającymi kurierami i miałem wszystkie wiadomości na bieżąco.  

Minęło parę miesięcy i powoli, powoli zaczęto zapominać o Manueli, upokorzeniach, wyzysku, napięciach, nierealnych poleceniach i stresie. Co by nie powiedzieć dziewczyna zostawiła za sobą blizny w psychice wielu - zwłaszcza młodych - kierowców, którym dała się we znaki ponad miarę.

I nagle, jak grom z jasnego nieba jeden z kierowców, który pracował w downtown Toronto, przyniósł wiadomość, że widział Manuelę! Widział, że jeździ małym truckiem i robi dostawy do sklepów, restauracji i barów!

Kto to robił to wie jaka to jest "rozkosz"! Parkowanie na ciasnych ulicach, szybkie otwieranie drzwi,  a potem dwukołowy wózek i taszczenie paczek do sutereny chińskiej restauracji  podczas gdy koło trucka stoi już parkingowy albo policjant i wypisuje mandat za niewłaściwe parkowanie, blokowanie ruchu, blokowanie hydrantu itd.

Z jednej strony Chińczyk wykrzykuje, że to wszystko ma być na półkach w suterenie, po schodkach i jeszcze korytarzykiem w prawo i że brakuje mu jakiejś paczki z makaronem, i że paczka z łososiem trochę uderzona, ale może łosoś cały i że jeszcze nie wie, ale musi sprawdzić i to chwilę potrwa, a z drugiej strony klaksony, gliniarz, strome schodki i te ciężkie paczki ze słoikami, a wszystko kruche albo nieforemne albo po prostu za duże! A dyspozytor chrypi przez radio  gdzie jesteś, że masz być tu czy tam bo jakiś inny Chińczyk czeka a włoski bar zaraz otwierają i te  orzeszki muszą mieć zaraz...

Kto to robił to wie jaka to jest "rozkosz". Po takim dniu człowiek czuje się jakby go przepuszczono przez pranie, wyżymanie, maglowanie, prasowanie i czort jeden wie co jeszcze! Zwłaszcza to wyżymanie! 

No więc tak właśnie pracowała Manuela! Słynna Manuela! Na tę wiadomość kierowcom aż szczęki poopadały,  ale jednocześnie - aż niemiło powiedzieć - paskudna radość zalała ich umęczone serca! Pewnie, że trochę nieładnie, ale co tam - "f... bitch" - ma za swoje!  Taka była mądra, tak się rządziła - a teraz sama widzi jak to jest!

Ale po pierwszej złej radości czy może złej satysfakcji zaczęto pytać, dochodzić i powoli dowiedziano się co i jak. Kierowcy to są wielcy plotkarze. Lubią gadać i są jak ogromna mafia, która swoimi mackami wszędzie sięga. Są wszędzie, jest ich wielu i cały czas w kontakcie. Nic się nie ukryje, bo jeden wie to, inny tamto, ktoś z kimś pracował, kogoś zna i wie...

O Manueli też się dowiedziano, ale to nie była dobra prawda. Złość ostygła, zapomniano urazy,  a nawet byli tacy, którzy jej współczuli.

To nie była dobra prawda, bo mówiła o jakiejś złej miłości, biciu, poniewieraniu i walce o przetrwanie - co tam mówić...

Manuela! Słynna Manuela! Minęła tak jak wiele innych, ale jeszcze długi czas po kafeteriach, dokach, dyspozytorniach i na CB wspominano jej bolesne miesiączki, humory i awantury, a potem nieszczęsną zmianę losu.

Ktoś nawet kiedyś powiedział o niej "biedna dziewczyna..." a inny, który akurat nalewał sobie kawę z termosa dodał:

- Co chcesz? Karma!

Marcin63
Wasze komentarze (0) »
Skomentuj »

etransport.pl - nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum i autorów publikacji na stronach parking.etransport.pl. Osoby zamieszczające wypowiedzi i publikacje naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.