blog.etransport.pl
Truck'N'Roll
  
Czarnoksiężnik
2012-03-10

Temat ze słynnego filmu Clouzota „Cena strachu”, o którym pisałem przed paroma dniami doczekał się dwóch powtórzeń. Pierwszym był obraz Howarda Kocha z 1958 roku pod tytułem „Violent Road” - znanym także jako „Hell's Highway” a drugim „Sorcerer” Williama Friedkina z 1977 roku.

Treść wszystkich trzech filmów jest podobna. To są po prostu różne wersje tego samego tematu.Oryginalna „Cena strachu” oparta została na opowiadaniu Georges'a Arnaud o tym samym tytule, które zostało napisane w 1950 roku.

Dziś parę slów o „Sorcerer” czyli o „Czarnoksiężniku”.

Nie wiem czy ten film był wyświetlany w Polsce a jeśli tak to pod jakim tytułem.

Prawdę mówiąc nie wiadomo też skąd się wziął oryginalny tytuł. Sam Friedkin trochę niejasno o tym mówił. Wyglądało na to, że po sukcesie „Egzorcysty” - jego wcześniejszego filmu – Friedkin chciał znowu nawiązać do jakiegoś mistycznego, ponadnaturalnego przesłania i trochę na siłę wyrwał się z „czaroksiężnikiem”. Tłumaczył potem, że postać czarnoksiężnika wyraża nieuchronność przeznaczenia, od którego nie ma ucieczki itd. Mniejsza z tym. Nas obchodzą trucki. Ostatecznie to jest strona truckerska i mówi o truckerskich sprawach a właśnie „Czarnoksiężnika” warto obejrzeć chociażby ze wzgędu na trucki. Oczywiście nie tylko! Film jest przeciekawy i aż ocieka napięciem i emocjami. Co prawda na samym początku – zaraz po wyemitowaniu go w 1977 roku okazał się kompletną klapą finansową ale winę za te straty w dużej mierze ponosił właśnie tytuł, który trochę odstraszał, trochę zniechęcał i w rzeczy samej był mylący.

Jak na „remake” przystało treść jest dość wiernym powtórzeniem „Ceny strachu”. Tym razem miejsce jest inne ale region świata ten sam. Rzecz dzieje się w Nikaragui. W górach porośniętych tropikalną dżunglą prowadzone są wiercenia ropy. Szyb staje w płomieniach. Jedynym efektywnym ratunkiem jest „zdmuchnięcie” go wybuchem. Firma prowadząca prace ma w starym magazynie dawno zeskładowane skrzynki z laskami dynamitu. Problem leży w tym, że pod wpływem czasu i temperatury laski „spociły się” i nitrogliceryna skropliła się na ich powierzchni. Nawet mały wstrząs jest dla nich inicjacją wybuchu.

Mimo to, dynamit trzeba przewieźć na miejsce pożaru. 200 mil poprzez karołomne leśne drogi. Dwa trucki wyjeżdżają w trasę.

Jeden truck ma wymalowane imię „Sorcerer” a drugi „Lazaro”. Oba GMC M211 6x6.

Zdezelowane, spracowane ale na chodzie. W filmie jest dośc długa sekwencja pokazująca pracę dwóch załóg przygotowujących te trupy do jazdy. W ciągu jednej nocy – nocy poprzedzającej wyjazd - robią szczegółowy przegląd wozów, naprawiają defekty, zmieniają oleje... wszystko to w warunkach superprymitywnych, w brudzie wiejskiej ulicy i ciemnościach nocy bez części i narzędzi... Trudno uwierzyć ale ostatecznie wszystko jest możliwe – zwłaszcza w naszym interesie! Kto o tym wie lepiej niż my – kierowcy? Od tego momentu obudzone z technicznego letargu wozy stają się pierwszoplanowymi aktorami filmu.

Rano wyjeżdżają w trasę. Skrzynki z dynamitem są obsypane piaskiem dla ich unieruchomienia. Dobry pomysł – trochę zaskakujący – ale zdający egzamin.

Truck o imieniu Sorcerer ma na froncie drapieżny grill, który wygląda jak zębiska potwora. GMC nie miały czegoś takiego. To jest tzw. „Ford grill teeth”.

Model GMC M211 był produkowany w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych i stanowił przejściowe ogniwo pomiędzy osławionym CCKW z czasów wojny /pisałem o nim przy okazji „Bazy ludzi umarłych”/ a modelem M35 RIO. W gruncie rzeczy M211 miał podobną konstrukcję do CCKW z tym, że o wiele mocniejszą. Wszystko w nim było wzmocnione i przygotowane do ekstra ciężkich warunków. Poza tym przy jego projektowaniu poświęcono wiele uwagi łatwości obsługi i napraw. 120-sto konny silnik gmc 302 mógłby być nieco silniejszy ale i tak wystarczał do udźwigniecia 15.000 funtów ładunku.

M211 był pod każdym względem wyjątkową maszyną. Mógł z łatwością pokonywać przszkody wodne o głębokości do dwóch metrów. Chłodnica, silnik i skrzynia biegów stanowiła całość i była niezwykle prosta w obsłudze. Można ją było wymienić w „mgnieniu oka”!

Truck miał automatyczną skrzynię biegów z czterema biegami do przodu i jednym wstecznym. Każdy bieg miał wyższą i niższą „półkę” ale powszechnie wiedziano że nie należy używać wstecznego biegu w jego wysokim przełożeniu bo to groziło „atakiem serca” tramnsmisji a mówiąc prościej – zakleszczeniem skrzyni biegów, które wymagało grubszej naprawy. Kto zresztą kiedy używa wysokiego wstecznego? Nie wiem kiedy mogłaby być taka potrzeba. Na przeszło trzydzieści lat jeżdżenia jeszcze mi się to nie zdarzyło!

Truckerzy z filmu dokonują prawdziwie cyrkowych manewrów. Niektóre z nich są prawie nie z tego świata. Chyba najsłynniejszym jest przejazd przez wiszący most spleciony z lian. Przejazd w czasie gwałtownej burzy po huśtającym się, niepewnym moście może się przyśnić w nocy. Podobno przy kręceniu tej sceny stracono dwa inne trucki, które runęły w przepaść.

Przejazd przez trzeszczący, drewniany pomost nad urwiskiem mrozi krew w żyłach. Tylko ci, którzy jeździli pojazdem 6x6 zrozumieją jak to wszystko jest możliwe.

Dwie załogi kierowców. Dwa trucki, czterech ludzi. Ludzie przypadkowi – z różnych stron świata, różnych zawodów – na pewno nie kierowcy! W związku z tym kolejne pytanie jak to było możliwe? Pamiętamy jednak, że to tylko film!

W „Czarnoksiężniku” występują sporadycznie też inne trucki. Widać Internationala Harvester z 56-go roku, parę Fordów niemniej GMC grają główną rolę i grają ją fantastycznie!

Sorcerer” trzeba zobaczyć! Chociaż zdarzało mi się ten film parę razy krytykować to dlatego, że nie lubię wykorzystywania czyjegoś pomysłu i podawanie go za coś nowego. Na tej samej zasadzie nie lubię nowych wersji starych, dobrych przebojów w muzyce. Mniejsza z tym. Z tym filmem jest tak jak z tokajem. Im jest starszy tym jest bardziej doceniany.

Marcin63
Wasze komentarze (2) »
Yeti
(2012-03-10 19:52:04)
Szanowny Kolego, jakkolwiek bardzo sobie cenię Twoje wypowiedzi, to miałbym jednak
kilka sugestii i pytań, a w zasadzie chciałbym, byś swoim słowem opisał kilka
zjawisk, o których jak na razie ni jedno słowo nie padło, myślę tu o różnicach w
stylu życia trucker'ów w Europie i USA. Chodzi mi o tak trywialne rzeczy jak to, czy
przeciętny trucker gotuje w kabinie, jak my, czy urządzacie imprezy w kabinach, jesli
tak, to co na nich pijecie? Albo jeśli jadacie w barach to jakie potrawy najczęściej?
Może podrzucisz kilka pomysłów do kuchniakierowcy. pl? Jak wyglądają np. kontakty z
domem? Telefon? Net? Co robicie, gdy macie przerwę w trasie? Czy jeździce w jakichś
ramach, jak np. tachograf na terenie UE? Słowem, chcę Cię prosić, byś przedstawił
Wasze życie takim, jakie ono jest, bez ciągłego odwoływania się do pieniędzy, za to
bardziej do człowieka. Pozdrawiam; -)
Marcin63
(2012-03-10 23:14:44)
Yeti, bardzo Ci dziekuje za wpis! Jasne - napisze o wszystkim! Na pewno! Jestem nowy
na tym blogu. Z cala pewnoscia odpisze na Twoje pytania. Pisalem troche o zarobkach
bo mialem na ten temat pytania. Zreszta sam wiesz, ze to jest czuly temacik. Raz
jeszcze dzieki i zycze szerokiej drogi!!!
Zobacz więcej »

etransport.pl - nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum i autorów publikacji na stronach parking.etransport.pl. Osoby zamieszczające wypowiedzi i publikacje naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.